Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uniatowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uniatowski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2015

"Grzegorz Ciechowski - spotkanie z legendą"

"Grzegorz Ciechowski - spotkanie z legendą"
Od dawna powtarzałem, że skoro w grudniu w klubie „Od Nowa” odbywają się cykliczne koncerty poświęcone pamięci Grzegorza Ciechowskiego, to trzeba spróbować zarejestrować tę unikalną atmosferę, który unosi się wówczas na sali w powietrzu i towarzyszy wykonywaniu jego piosenek.  I to nie z kronikarskiego obowiązku, ale dlatego, że pierwsze edycje tego wydarzenia przyniosły wiele zapadających w pamięci interpretacji piosenek autora „Białej flagi”, których szkoda było wysłuchiwać tylko jeden raz.

To, co można było zrobić w Toruniu, zrobiono w Warszawie. W ubiegłym roku w stołecznym Teatrze Dramatycznym odbył się koncert z okazji emisji kolekcjonerskich monet z podobizną lidera Republiki. Na scenie przy mikrofonie - podobnie jak to miało miejsce w klubie „Od Nowa” - zaprezentowała się czołówka polskich artystów. Muzyczny rozmach temu wydarzeniu zapewnił udział Polskiej Orkiestry Radiowej i Orkiestry Adam Sztaby (wywiad -> tutaj). Płyta z tego koncertu w wersji CD+DVD miała premierę kilka dni temu. 

Piotr Cugowski podczas śpiewania "Białej flagi"

Rzadko zdarzają się albumy, z którymi obcowanie przynosi tyle przyjemności i niespodzianek. „Spotkanie z legendą” to bowiem nie tylko możliwość zetknięcie się z fenomenem Ciechowskiego, ale również ze zmysłem aranżacyjnym Adama Sztaba, który nawet do tych najbardziej rozpoznawalnych przebojów - czasem bez zbytniej ingerencji - potrafił wnieść coś od siebie. Magnesem przyciągającym słuchaczy będę zapewne nazwiska takich wykonawców jak m.in. Kasia Nosowska, Piotr Cugowski, Grzegorz Turnau, Justyna Steczkowska, Mela Koteluk, Kayah. 

Co przykuwa uwagę?  Świetna wersja „Tu jestem w niebie” Igora Herbuta. Miałem okazje być w Warszawie na nagraniu tego koncertu i pamiętam kompletną ciszę, która zapanowała na widowni, gdy zaczął śpiewać. Obawiano się choćby westchnąć, aby nie zburzyć tego, co właśnie kreowało się na scenie. Piękne. Taki momentów jest na tej płycie kilkanaście. „Ciało” Skubasa, „Tak, tak to ja” Sławka Uniatowskiego, „Odchodząc”, które w finale śpiewa Kayah. Gdy płyta kończy się w uszach nadal słychać dźwięki towarzyszącej jej na scenie orientalnej dilruby.

W sumie „Grzegorz Ciechowski - Spotkanie z legendą” przynosi nieco ponad godzinę muzyki. Przykuwającej uwagę, zaskakującej  (ach te zwolnienie tempa w pierwszej części „Białej flagi” zaśpiewanej przez Piotra Cugowskiego) Dzięki orkiestrowym aranżacjom pozwala spojrzeć na twórczość lidera Republiki w inny sposób, choć nieco zbliżony do tego, co zaprezentował dekadę temu Kwartet Śląski na „Republique”. Po płytę sięgnąć na pewno warto.

"Grzegorz Ciechowski - spotkanie z legendą", Agencja Muzyczna Polskiego Radia 2015.


niedziela, 14 grudnia 2014

Warszawa i Toruń oddały hołd Grzegorzowi Ciechowskiemu

Miniony weekend był szczególny dla fanów lidera Republiki. Odbyły się aż dwa ważne koncerty jego pamięci. Jeden w sobotę w Toruniu, a drugi dzień wcześniej w Warszawie. Ten drugi będzie można obejrzeć w TVP2.

Impreza w stołecznym Teatrze Dramatycznym związana była z emisją kolekcjonerskich monet z podobizną Grzegorza Ciechowskiego, które 11 grudnia wprowadził do obiegu Narodowy Bank Polski. Nad koncertem pracowano aż 1,5 roku, dopieszczając szczegóły. Wydarzenie było o tyle wyjątkowe, że czternastu artystów zaśpiewało przy wsparciu Orkiestry Polskiego Radia, którą poprowadził Adam Sztaba. A takie brzmienie stworzyło nową jakość. 

Kasia Nosowska w towarzystwie orkiestry w "Mamonie" Republiki
Wszyscy przyzwyczaili się już do tego, że „Biała flaga” jest szybkim i pełnym energii utworem. A tu zaskoczenie. Piotr Cugowski zaśpiewał wolniej, a wers sączył się leniwie za wersem. Mocniejsze uderzenie nastąpiło dopiero w drugiej części, a w miejscu niezapomnianej klawiszowej solówki zaaranżowano - o ile dobrze pamiętam - partię instrumentów dętych. Nieźle to wymyślono. Zaraz później Cugowskiego zastąpił Marek Dyjak, który wyśpiewał „Nieustanne tango” zaciskając przez cały czas pieści. 

Było i regionalne akcenty. Pierwszy pod postacią Joanny Czarneckiej, urodzonej w Rypinie wokalistki Red Lips, która ze swoją grupą i energią rzuciła się na republikańskie „Telefony”. Drugim był torunianin, Sławek Uniatowski, któremu trafił się klasyk Obywatela GC „Tak, tak... to ja”. Przy tym utworze można pójść na łatwiznę i zaśpiewać go siłowo. A można też stłumić jego energię i zabawić się nią podskórnie, co też się stało. Jeden z ciekawszych momentów koncertu. Z nieco teatralnym monologiem w zwrotce. 

Sławek Uniatowski w Teatrze Dramatycznym zaśpiewał "Tak, tak... to ja"
Czy taki przebój jak „Odchodząc” można zaprezentować w orientalnej odsłonie? A jakże. Wystarczy dodać dźwięki diruby, a przed mikrofon zaprosić taką wokalistkę jak Kayah. Były ciarki na plecach. Świetny finał warszawskiego wydarzenia, który poprzedziły występy m.in. Igora Herbuta (nikt nawet nie szepnął, gdy śpiewał „Tu jestem w niebie”), Meli Koteluk (pełne przestrzeni „Ani ja, ani ty” z wyeksponowana partią orkiestrowych kotłów), grupy Chłopcy kontra Basia (Sztaba uśmiechał się z zadowolenia, gdy grali „A gdzież twoje kare konie..”) i Kasi Nosowskiej („Mamona”).

Dziwi mnie, że do tej pory nikt w Toruniu nie wpadł na pomysł, aby zorganizować podobny koncert, podczas którego Toruńska Orkiestra Symfoniczna mogłaby zagrać wspólnie np. z pozostałymi członkami Republiki. Spore przedsięwzięcie, w wymarzony sposób nadające się na jedną z imprez otwarcia nowej sali koncertowej na Jordankach w 2015 roku. Póki co, od kilku lat otrzymujemy co roku prawie tę samą formułę koncertu pamięci lidera Republiki w klubie „Od Nowa”. Jak było w sobotę?

Uwzględniając niezwykle udany występ laureata tegorocznej Nagrody im. Grzegorza Ciechowskiego - Tomasza Organka i jego zespołu, koncert można podzielić na pięć części. Organek, trójka wykonawców wykonujących po trzy utwory (świetne przyjęta Maria Peszek: „Biała flaga”, „Nieustanne tango”, „Piejo kury piejo”; intrygująca jak zawsze i wsparta elektroniką Kasia Nosowska - „Obcy astronom”, „Mamona”, „Nie pytaj o Polskę”; Variete „Prąd”, „Halucynacje”, „Psy Pawłowa”), a także specjalny zespół.

Tomasz Organek jako laureat nagrody zagrał materiał z płyty "Głupi" Fot. Jacek Smarz
W grupie, która pojawiła się na scenie w finale imprezy mikrofon trafiał na zmianę w ręce trójki wokalistów - Marka Piekarczyka, Krzysztof Zalewskiego i Tomasza Organka. O ile zwycięzca 2. edycji „Idola” radził sobie z kompozycjami znakomicie („Nostradamus”, „Telefony”, „Śmierć na pięć”), o tyle pozostała dwójka wypadła już gorzej. Zawiódł szczególnie Piekarczyk, I to na całej linii. Jeśli kiedykolwiek duch Grzegorza Ciechowskiego zagościł w grudniu w klubie „Od Nowa”, to po tegorocznym koncercie - dzięki jego interpretacjom „Kombinatu”, „Tak długo czekam” i położonej zupełnie „Śmierci” w bikini” - będzie się trzymał z daleka. Potknięcie zaliczył też Organek („Odchodząc”, „Paryż-Moskwa”, „Tak, tak.. to ja”), który chyba nie do końca potrafił odnaleźć się w republikańskiej stylistyce. 

Na tegorocznym koncercie dało się odczuć brak Zbigniewa Krzywańskiego, Leszka Biolika i Sławomira Ciesielskiego, którzy tego samego dnia jako Nowe Sytuacje zagrali koncert w radiowej Trójce. Ich obecność na scenie w Toruniu wywoływała zawsze żywsze bicie serca u republikańskich fanów; szczególnie tych najstarszych, których z roku na rok jest w „Od Nowie” trochę mniej. Tej pustki nie wypełniła nawet obecność m.in. córki Grzegorza Ciechowskiego - Weroniki Ciechowskiej-Weiss i Pawła Kuczyńskiego, basisty pierwszego składu Republiki.

***

Koncert w Teatrze Dramatycznym odbył się pod patronatem Anny Skrobiszewskiej, wdowy po Grzegorzu Ciechowskim. Producentem był Przemysław Wałczuk z Varsovia Lab. Transmisja wydarzenia już 20 grudnia w TVP2 o godz. 23.35. Na wiosnę materiał ukaże się na DVD/CD

Dyrektorem artystycznym koncertu w „Od Nowie” jest Jerzy Tolak, menadżer Republiki. Organizatorem jest „Od Nowa” przy wsparciu władz Torunia

wtorek, 14 października 2014

Grzegorz Ciechowski na monecie i na DVD

Narodowy Bank Polski wyemituje monety z wizerunkiem Grzegorza Ciechowskiego. Oprócz tego w grudniu odbędą się dwa duże wydarzenia poświęcone jego pamięci. 

Anna Skrobiszewska po wyrażeniu zgody na wykorzystanie wizerunku Obywatela G.C. do promocji kolejnej odsłony serii „The Culture Icons” marki Bytom, patronuje kolejnym pomysłom związanym z kultywowaniem pamięci o swoim zmarłym w 2001 roku mężu. Już w grudniu Narodowy Bank Polski w serii „Historia polskiej muzyki rozrywkowej” wypuści na rynek aż dwie srebrne kolekcjonerskie monety o nominale 10 zł z wizerunkiem autora „Białej flagi”. Wcześniej w tym samym cyklu na monetach zagościł już Czesław Niemen, Krzysztof Komeda i Starsi Panowie Dwaj. Wdowa po Ciechowskim - podobnie jak spadkobiercy pozostałych gwiazd - nie weźmie za to żadnych pieniędzy. 

Do tej pory w serii „Historia polskiej muzyki rozrywkowej” ukazała się m.in. moneta z podobizną Krzysztofa Komedy.
Drugą atrakcją ma być wielki koncert poświęcony pamięci Grzegorza Ciechowskiego, który odbędzie się 12 grudnia na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie. - To będzie audycja telewizyjna, która zostanie zarejestrowana i wydana w przyszłym roku w formie DVD. Przed świętami cały koncert będzie można obejrzeć w telewizji - mówi Przemysław Wałczuk, który jest producentem tego wydarzenia oraz pełnomocnikiem spadkobierców Grzegorza Ciechowskiego.

Fani nie mają jednak co liczyć na to, że uda im się kupić bilet na ten koncert. Jego nagranie odbędzie się bowiem za zamkniętymi drzwiami. Weźmie w nim udział Orkiestra Polskiego Radia pod batutą Adama Sztaby, który zaaranżował wszystkie utwory. Na scenie zaśpiewa 14 artystów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wśród nich będzie Kayah, Tymon Tymański, Kasia Nosowska, Red Lips oraz pochodzący z Torunia Sławek Uniatowski.

W Warszawie uda się zatem zrealizować to, czego nie udało się do tej pory w klubie „Od Nowa”. Zarejestrować materiał na płytę DVD, na której artyści oddają muzyczny hołd Ciechowskiemu. Przypomnijmy, że w „Od Nowie” od kilku odbywają się wspieranie przez muzyków Republiki koncerty poświęcone pamięci Grzegorza Ciechowskiego, podczas których władze miasta wręczają nagrodę imienia autora „Telefonów”. Podczas jednego z nich stacja MTV chciała nagrać podobny materiał, jakie zostanie zarejestrowany w Warszawie. Ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu. W tym roku fani Republiki spotkają się na toruńskim koncercie 13 grudnia, czyli dzień po koncercie w Warszawie.

piątek, 1 listopada 2013

Sławek Uniatowski, Oksana Predko... Po co komu "Must be the music" i "The voice of Poland"?

- Telewizyjne programy rządzą się swoimi prawami. O wiele łatwiej jest wypromować w nich Kopciuszka, niż osobę, która trochę już na tej muzycznej scenie podziałała - MARIUSZ SKŁADANOWSKI, dziennikarz Radia Gra o nadziejach i szansach na zwycięstwo toruńskich twórców w telewizyjnych programach muzycznych.

Mariusz Skałdanowski (Fot. Grzegorz Olkowski)

8 grudnia w Toruniu casting do „Must Be The Music”. Swoich sił w tym programie próbowali już m.in. Tomasz Cebo, Burn, Czaqu... Najdalej zaszedł Cebo. Ale też odpadł. Twórcy z Torunia nie mają szczęścia, umiejętności, czy nie są po prostu odpowiednio skrojeni pod telewizyjne wymagania, aby zaistnieć w takim show? 

Nasza lokalna scena jest już na tyle ugruntowana, że wielu dobrym artystom nie wypada startować w takich programach. Zespoły, które odnoszą sukcesy, potraktowałyby to jako ujmę i więcej by na tym straciły niż zyskały. Z drugiej strony grupa Enej wygrała „Must Be The Music” w dziewiątym roku swojego istnienia, a więc też nie była żadnym debiutantem. Nie oszukujmy się jednak, że rolą takich programów jest wyławianie ciekawych twórców. Liczy się tylko show i rosnąca oglądalność. A samo wydanie zwycięzcy płyty odbywa się tylko przy okazji tej zabawy. 

Do tej pory spośród torunian największy sukces odniósł w 2005 roku Sławek Uniatowski, gdy zajął II miejsca w „Idolu”. Wykorzystał swoją szansę?

Niestety nie. I to pomimo tego, że startował w czasach, gdy „Idol” był jeszcze jedynym tego typu programem w Polsce. Teraz podobnych produkcji jest więcej, a co za tym idzie nawet ich zwycięzcy nie mają już takiej siły przebicia. Pokładano w nim ogromne nadzieje. Każde spotkanie wiązało się z pytaniem: Kiedy wydasz płytę? Teraz już nikt nie pyta, bo nie wypada. Nie zrobił tego szybko, a o laureatach takich programów pamięta się tylko do czasu kolejnej edycji programu. Po drugie zamiast zabrać się do pracy, stał się maskotką programów telewizyjnych. 

Takim muzycznym celebrytą?

Dokładnie. Bardzo go lubię i cenię. Jego koncerty i informacje o nowych projekty powinny być wydarzeniem, o których słychać w całej Polsce. A tak nie jest. Oczywiście wszystko można zganić na wytwórnię, która nie pozwoliła mu nagrać albumu na własnych warunkach. Spójrzmy jednak na Dawida Podsiadło, który też zupełnie nie przystawał do programów typu talent show. Wyciszony, stonowany... A jednak potrafił wykorzystać szansę i nagrał wartościową płytę. I na swoich warunkach. Sławkowi też mogło się udać. To bardzo dobry soulujący wokalista wychowany na polskiej tradycji muzycznej i twórczości Grzegorza Ciechowskiego.

Porozmawiajmy o tej szansie, która teraz stoi przed Oksaną Predko z Toronto w „The Voice of Poland”. Jeśli przejdzie dalej, to co będzie w stanie ugrać w tym programie? 

Ona dobrze wie nie tylko jak wyglądają festiwalowe sceny, ale także jak smakuje gorycz porażki. Odnosiła sukcesy, wystąpiła w Opolu, wydała płytę. Będzie jej o tyle łatwiej, że nie podchodzi do tego programu tak naiwnie jak inni. Wszystko ma już poukładane w głowie. Występ w „The Voice of Poland” może dać jej rozgłos potrzebny do promocji materiału z solowej płyty, na którą bardzo czekam. Przecież zaśpiewana przez nią piosenka „Every Little Thing” do jednej z popularnych reklam to był świetny kawałek. Mam nadzieję, że takich utworów ma w zanadrzu więcej. 

A więc niezależnie czy wygra czy przegra, to i tak coś zyska. Jednak czy zgarnie w tym programie główną nagrodę?

Myślę, że nie. Zaważy łatka muzycznego wyjadacza, którą jej przyklejono i nieprzewidywalna zabawa widzów w głosowanie. Takie programy rządzą się swoimi prawami. O wiele łatwiej jest wypromować w nich Kopciuszka, niż osobę, która trochę już na tej muzycznej scenie podziałała. Myślę, że Oksana Predko ma świadomość tego, że nie idzie po wygraną, tylko, aby pomóc swojej płycie. I wielkie brawa dla niej, że się nie poddaje. Takie są teraz czasy, że jak nie wchodzi się drzwiami i oknami, to trudno coś osiągnąć.

poniedziałek, 2 lipca 2012

"Homo Musicus", czyli jak za 30 tys. zł zepsuć film

To mógł być bardzo dobry film, który z lokalnej perspektywy opowiadałby o fenomenie muzyki. Niestety, ambicje toruńskiego reżysera przegrały ze sztuką.

Kamera na zbliżeniu filmuje kilkadziesiąt gwoździ powbijanych w białą ścianę. I oto dzieje się coś niesamowitego. Obserwujemy jak gwoździe jeden za drugim powoli wypadają ze swoich miejsc. Nie same, ale za sprawą dźwięków wydobywanych przez toruńskiego voice-boxera Tomasza Cebo. To bezdyskusyjnie najlepsza scena, która powinna otwierać film „Homo Musicus”. Niestety, Ryszard Kruk miał (?) na niego zupełnie inny pomysł.
Twórca „Taksówkarza”zamiast powyciągać ze swoich rozmówców to, co unikalne i najbardziej interesujące, a później właśnie z tego utkać magiczną opowieść, poszedł prostszą ścieżką. Każdemu po kolei dał przypisane według grafiku minuty na ekranie. Przyjął zasadę: rozmawiamy z każdym o…No właśnie, o czym? Jeśli miał to być zgodnie z zapowiedzią „pełnometrażowy dokument pokazujący jak dźwięki zamieniają się w muzykę, jak kreują się emocje, jak rodzi się sztuka”, to udało się wydrenować ten temat w niewielkim procencie.
- To nie fabuła, tylko film dokumentalny, a więc nie można było zaplanować tego, co powiedzą bohaterowie - bronił się Ryszard Kruk podczas popremierowego spotkania. Ale przecież można było rozwinąć najciekawsze wątki i podrążyć temat. O związkach muzyki z wiarą w przypadku prof. Romana Gruczy. O potrzebie kontestacji w przypadku rozmowy z Grzegorzem „Gelo” Sakerskim. O tym, jak za pomocą dźwięków można kreować wizualną przestrzeń z Bogdanem Hołownią.
Ryszard Kruk wolał zrobić inaczej. Poupychał dzisięciu artystów w ponadgodzinny film, co jest o tyle zaskakujące, że niektórzy jak np. Pchełki czy Jo Tam Hehe nie za wiele mieli do powiedzenia przed kamerą. Albo po prostu zostali tak przedstawieni. Więc po co? W przyjętej konwencji uszczuplenie filmu o ich wypowiedzi wyszłoby tej produkcji na dobre, a bez tego oglądanie kolejnych części nuży, a później najzwyczajniej w świecie nudzi.
Razi też to, że gdy film rozłożymy na części poświęcone poszczególnym osobom, okazują się strasznie nierówne. Oprócz dopracowanych fragmentów (prof. Grucza, Sakerski, Cebo), są i minuty wyraźnie sklecone naprędce (Ergo, Sofa, Hati).
Choć pewne kwestie można zrzucić na karb braku czasu i pomysłu, to jednak jednej rzeczy absolutnie nie można twórcom „Homo Musicus” wybaczyć - warstwy dźwiękowej. Niektórzy bohaterowie przemawiają bowiem z ekranu jakby zanurzeni w głębokiej studni, a przy okazji finałowego fragmentu ze Sławkiem Uniatowskim szumy są tak wyraźne, że momentami uniemożliwiają zrozumienia tego, o czym finalista telewizyjnego „Idola” opowiada. Takie kiksy profesjonalistom się nie zdarzają.
Reasumując: filmowego „Flisaka”, czyli nagrodę przyznawaną co roku podczas festiwalu „Tofifest” dla najlepszego twórcy w regionie kujawsko-pomorskim Ryszard Kruk prawdopodobnie nie dostanie. Znając jednak jego upór można być pewnym, że już wkrótce usłyszymy o jego kolejnej produkcji. Na tą wydano 30 tys. zł.


sobota, 23 lipca 2011

Toruńskie Gwiazdy 2011

Ponad sześciogodzinny koncert w fosie zamkowej pokazał, który zespół tak naprawdę liczy się na lokalnej scenie. Kto zwyciężył, a kto poległ?

30. rocznica powstania Republiki oraz 10. rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego zobowiązuje. Dlatego też tegoroczna edycja „Toruńskich Gwiazd” miała szczególny charakter. Poza najnowszym projektem Sławka Ciesielskiego – Porananas (gdyby zmienić ich klawiszowca i drugą wokalistkę, to jeszcze dałoby się z tego coś zrobić) oraz Atrakcyjnym Kazimierzem pozostali wykonawcy zaprezentowali się w republikańskich przebojach. 

Atrakcyjny Kazimierz (Fot. T.Bielicki)
Kobranocka zabrała się za „Paryż-Moskwa” oraz „Kombinat”. Ostro, rockowo. Ci panowie od wielu lat wiedzą co robią, a nazwa ich zespołu to sprawdzona marka. Tacy toruńscy The Rolling Stones. Poprzeczka podniesiona do góry już samym początku. Później było już nieco słabiej. Rafał „Zwierzak” Zieliński, Zagadka, przesadnie rozemocjonowane „Nie pytaj mnie” Sławka Uniatowskiego, a także punkowa profanacja „Białej flagi” w wykonaniu Aberdeenu (jeśli nie ma się pomysłu na utwór, to może lepiej byłoby się w ogóle za niego nie zabierać?)
I nagle prawdziwa muzyczna perełka. „Śmierć na pięć” Ergo. Pięknie, panowie, to sobie wymyśliliście. Do tej pory poza Republiką, najlepszą wersje tego utworu – graną slidem na gitarze - słyszałem w wykonaniu Wojciecha Waglewskiego. A tu taka niespodzianka . I to w wykonaniu zespołu, który nie pokrywa się w zasadzie z moim muzycznym gustem. Akustyczny oddech przy „Reinkarnacjach” MGM i lecimy dalej. 
Metalowy patos miał tego dnia tylko jedno imię. Butelka. Rozpościerający dłonie niczym czarny Jezus podczas ostatniej wieczerzy. Podczas muzycznej komunii zaserwował publiczności „Prąd”, „My lunatycy” oraz Prośbę do następcy”. Choć do śpiewu Grzegorz Kopcewicza można mieć spore zastrzeżenia, to trzeba przyznać, że za każdym razem robi wyśmienity show, przed którym moherowe babcie przestrzegają swoje wnuczki. 


Oksana Predko z Toronto (Fot.T. Bielicki)

Tuż po nim Grajek. Takie wersji „Mamony” to chyba nikt jeszcze nigdy nie słyszał. Polski beatbox w najlepszym wydaniu. Ten gość jest naprawdę niezły. Problem mam tylko z Half Light, który pojawili się na scenie zaraz po nim. Grupa Krzysztofa Janiszewskiego swoim oryginalnym podejściem do twórczości Republiki zdecydowanie wyróżniała się na scenie. To pewne. Po trzech utworach można się było jednak poczuć zmęczonym. Bardzo. A 29 sierpnia wydają całą taką elektroniczną płytę. 
Wspólny występ Tomasza Cebo z Tomkiem Organkiem z czystej sympatii przemilczę. Kto zaprezentował się jeszcze? Manchester. Zagrali przyzwoicie. Ubolewam jedynie, że to już zupełnie inny zespół niż kiedyś (zobaczymy czy przy okazji ich drugiego albumu potwierdzi się coś z tego, co mówili przy swojej pierwszej płycie). Tuż przed wielkim finałem reaktywowane Toronto z Oksaną Predko. Naprawdę ogromna szkoda, że nie grają już razem. Predko pod własnym nazwiskiem szykuje za to solowy projekt w stolicy. Jeszcze o niej usłyszymy. 
Na zakończenie. Grzegorz Walczak i Sławek Uniatowski w „Tu jestem w niebie”. I koniec.

"Sexy doll" w wykonaniu Toronto.

Nie wypada nie wspomnieć, że koncert „Toruńskie Gwiazdy” jest co roku okazją do przyznania muzycznych wyróżnień. Tytuł „Płyty Roku” trafił do Rejestracji za ich koncertowy album „Live HRPP”. Tak naprawdę sukces tego albumu to również zasługa toruńskiego wydawcy Dariusza Kowalskiego, który niestrudzenie wierzy w potencjał i siłę toruńskiego rocka. I chwała mu za to. „Nadzieję Roku” została wybrana grupa Burn, a „Zespołem Roku” jedna z proprezydenckich grup muzycznych z Torunia. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...