Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wituszyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wituszyński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 września 2011

Stainless: Starsi bufoni dwaj

Stainless. Surfując po YouTubie trafiłem przypadkiem na ich największy przebój. 18 lat temu piosenka szalała w toruńskich rozgłośniach. Materiał nigdy nie ukazał się na płycie CD. Wyszedł jedynie na kasecie. Szkoda. W Stainless grał jeden z ciekawszych toruńskich gitarzystów.


Poniżej roboczy fragment rozdziału z mojej książki o toruńskim rocku.:
"(…) Krzysztof Janiszewski w sklepie muzycznym „Kram” przy ul. Mostowej natrafił na ogłoszenie zespołu, który poszukiwał wokalisty. Postanowił spróbować. Grupa nazywała się Smirnoff. Jej członkowie spotykali się na strychu Wojewódzkiego Ośrodka Animacji Kultury. Przed pojawieniem się w zespole Janiszewskiego funkcję wokalisty pełnił Leszek Kraśnicki. Jego koledzy ze Smirnoffa stwierdzili jednak, że lepiej będzie poszukać kogoś innego. Napisali więc ogłoszenie i powiesili je w „Kramie”. (…) -
- Przygotowałem sobie trzy utwory i zaśpiewałem. Andrzej Tyloch, który był liderem zespołu stwierdził, że jestem dość kontrowersyjnym wokalistą. I śpiewam za wysoko. Nie mieli jednak nikogo innego, więc zostałem – wspomina Janiszewski. 
Smirnoff grał typowy heavy metal spod znaku Iron Maiden i TSA. Pojawiły się jednak drobne problemy z nazwą. Andrzej „Bruner” Gulczyński, który się opiekował muzykami stwierdził, że Smirnoff za bardzo kojarzy się z wódką. Poza tym był jeszcze jeden zespół o takiej nazwie. Grał thrash i pochodził z Ciechanowa. To tylko przyspieszyło ich decyzję o zmianie. „Bruner” wymyślił Stainless. I tak już zostało. Krótko później z zespołu odszedł Leszek Krasiński. 
W 1991 roku Stainless tworzyli: Krzysztof Janiszewski – śpiew, Andrzej Tyloch – gitara, Sławomir Kosiński – gitara, Maciej Jackowski – bas, Piotr Wituszyński – perkusja. W takim składzie w 1992 roku zespół zdobył II miejsce na Festiwalu w Węgorzewie (tuż za grupą Sweet Nosie). Otrzymali wówczas nagrodę od Radia Olsztyn w postaci sesji nagraniowej, co otworzyło im możliwość nagrania płyty. 
Tuż po występie w Węgorzewie, Sławek Wierzcholski zaproponował Maciejowi Jackowskiemu granie w Nocnej Zmianie Bluesa. Po jego odejściu – basistą Stainless został Jarosław Szajerski. 
Sesja nagraniowa odbyła się w dwóch częściach. Pierwsza - listopad 1992 roku, druga - styczeń 1993 roku. Kontrakt udało się podpisać dzięki pomocy Sławka Wierzcholskiego. Wkrótce na rynku ukazała się kaseta magnetofonowa zatytułowana tak jak zespół - „Stainless”. Trzy miesiące po kasecie miała ukazać się płyta, ale nigdy do tego nie doszło. Firma „Bass Records”, z którą zespół podpisał kontrakt przestała istnieć. 
Największymi przebojami z ich debiutanckiego materiału stali „Starsi bufoni dwaj” oraz „Śmiech i łzy”. Wszystkie teksty na debiucie napisał Krzysztof Janiszewski. 
Zespół nie zrażony brakiem płyty zaczął tworzyć nowy materiał. Całość ewoluowała w stronę klimatów spod znaku Rage Against The Machine. Stainlees dotarł do półfinału festiwalu Marlboro Rock In 1995. Zagrał koncert w warszawskiej Stodole z Tiltem. Materiał o grupie ukazał się w Tylko Rocku. Coś jednak wisiało w powietrzu. Nie było kolejnej płyty i nieubłaganie zespół zaczynał się wypalać. 
Część grupy muzycznie ciągnęła w stronę coraz bardziej zakręconych rzeczy. Motorem takich psychodelicznych klimatów był basista Jarosław Szajerski. Niestety dotychczasowy lider - Andrzej Tyloch - nie podzielał tego pomysłu. W kwietniu 1996 roku po wielkiej kłótni zapakował swoją gitarę do futerału i wyszedł z sali prób. 
- Granie w zespole to wieczna walka. Walka nie tylko w zespole, ale ze światem zewnętrznym. Denerwują się organizatorzy koncertów, którzy nie są w stosunku do ciebie fair. Denerwują cię wydawcy. Do tego ludzie w zespole, każdy z nich ma inną wizję – mówi Janiszewski. - Andrzej stwierdził, że skoro nie pasuje do nas to odchodzi. Jest bardzo dobrym gitarzystą. Wychował się na Gary Moorze i potrafił grać sercem. Kiedyś Kobra proponował mu współpracę, ale on chciał grać swoje rzeczy. 
W chwili gdy Andrzej Tyloch zamknął drzwi narodził się Doktor C."

czwartek, 11 sierpnia 2011

Grupa Burn nagrywa swój debiutancki album

Piotr Wituszyński, perkusista grupy Burn, która w Plebiscycie Toruńskie Gwiazdy została wybrana Muzyczną Nadzieją Roku opowiada o debiutanckiej płycie swojego zespołu. Album powinien ukazać się wiosną przyszłego roku.

- Wystarczy przyjrzeć się składowi waszego zespołu i znać trochę historię toruńskiego rocka, aby zaryzykować stwierdzenie, że jesteście nieco skazani na sukces. Muzycy, którzy grają w Burn przewinęli się wcześniej przez Stainless, Doktora C, czy MGM.
 
Zespół Burn
- W Burn połączyła nas wszystkich osoba basisty Jarka Szajerskiego. Grałem z nim razem, ale kilka lat temu zrobiłem sobie przerwę. On jednak wciąż działał i komponował. Gitara to jego żona. Chodzi z nią cały czas. Ma ją w głowie i w rękach. Kiedy go poznałem chodził z nią po akademiku. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Jest muzycznym maniakiem. Pewnego dnia zadzwonił do mnie z pytaniem czy nie zagrałbym w jego muzycznym projekcie. Tak narodził się Burn.
 
- Powstaliście dopiero przed rokiem. Nie za szybko zabieracie się za wydanie płyty?
 
- Sądzę, że nie. Stworzyliśmy już ok. 20 piosenek. Na płycie, którą aktualnie nagrywamy wybraliśmy 12 utworów. To dojrzałe kompozycje. Wiemy co chcemy grać i jesteśmy w tym konsekwentni. Mamy swoją stylistykę - muzyka rockowa o melodyjnym zabarwieniu. Z uwagi na ciężkie gitary bliżej nam jednak do grupy IRA niż do Szymona Wydry. Co ciekawe płytę będzie nam produkował Tomasz Bonarowski - znany ze współpracy m.in. z Comą, Acid Drinkers, ONA, czy Lechem Janerką. On lubi i czuję muzykę rockową, Trudno mu nie zaufać.
 
- Melodyjny rock kojarzy się z muzyką radiową. Co macie takiego, co pozwoli wam wybić się na tle innych zespołów?
 
- Nie nastawiamy się, że to, co gramy ma być gładkim, wpadającym w ucho materiałem, które łatwo da się sprzedać. Nie mamy planu, który musimy zrealizować. Gramy już od tylu lat, że dziś nic już nie musimy. Nie spodziewaliśmy się nawet, że po roku istnienie przyjdzie nam od razu nagrywać płytę z tak znanym producentem. Robimy swoje. Liczymy, że szczery przekaz piosenek, które tak naprawdę Jarek Szajerski nosił w głowie przez kilkanaście lat, dotrze do osób, którym to się może spodobać. Jeżeli kupią naszą płytę i da nam to możliwość zaprezentowania się na koncertach, to będziemy zadowoleni.
 
- Zespoły, w których grywaliście wcześniej stawiały na heavy metal, psychodelę, a nawet muzykę progresywną. Skąd więc teraz ten niemal pop?
 
- Do pewnych brzmień się chyba dorasta. Nasze wszystkie piosenki rzeczywiście można spokojnie zaśpiewać, a refreny same wchodzą do głowy. Ale pop nie jest chyba do końca dobrym określeniem w naszym przypadku. Zależy nam jednak, aby grać rocka. A pop? Ten kojarzy się w naszym kraju z cienizną, kolorem różowym i blondynką...
 
- Kiedy będzie można przesłuchać waszą płytę?
 
- Powinna ukazać się na wiosnę. O ile ktoś się tym materiałem zainteresuje. Jeśli nie, to i tak go wydamy, ale sami.

* Muzyki zespołu Burn można posłuchać wchodząc TUTAJ.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...