poniedziałek, 27 czerwca 2011

Williams w 2012 roku na Motoarenie w Toruniu?

Kto będzie trzecią gwiazdą, która po Jose Carrerasie i Rodzie Stewarcie wystąpi za rok na toruńskiej Motoarenie? - Przymiarki są, ale aż boję się powiedzieć, aby nie zapeszyć - mówią w toruńskim magistracie. Nieoficjalnie najczęściej pada nazwisko Robbiego Williamsa.


„Supreme”, taneczne „Rock DJ” czy poruszająca nie tylko niewieście serca ballada „Angels”. Robbie Williams na swoim koncie ma kilkanaście megaprzebojów. To właśnie ten brytyjski wokalista odświeżył dziesięć lat temu na albumie „Swing When You’re Winning” dawne standardy wykonywane wcześniej przez Franka Sinatrę i Deana Martina. To on stworzył niezapomniany duet z Nicole Kidman, a kilkanaście lat wcześniej dał się poznać jako członek boysbandu Take That.

Więcej TUTAJ

piątek, 17 czerwca 2011

Myslovitz "Nieważne jak wysoko jesteśmy..."

Myslovitz "Nieważne jak wysoko jesteśmy..."
Burzliwy okres poprzedzał wydanie tego albumu. Przed jego nagraniem członkowie zespołu zrobili sobie przerwę. Nie tylko od koncertów, ale przede wszystkim od siebie.

To płyta z gatunku tych, o których za kilkanaście lat będzie się pisać, że cieszyły się pozytywną opinią zarówno krytyków, jak i fanów. Niewielu będzie jednak pamiętać tytuły piosenek, które się na niej znalazły. Grupa Myslovitz muzycznie nagrała udany album. Dość zróżnicowany stylistycznie. Z charakterystycznym zaśpiewem Artura Rojka. I zbyt wyrównany, aby po kilku pierwszych przesłuchaniach mówić o jakichś usuwających resztę utworów w cień przebojach.
Krótka to płyta. "Nieważne jak wysoko jesteśmy...." trwa około 45 minut i zawiera tylko dziewięć utworów. Dlaczego? Muzycy wyszli z założenie, że lepiej pozostawić uczucie niedosytu, niż nadmiar. - Nagraliśmy osiemnaście piosenek. I okazało się, że wszystkie są fajne, trudno nam było z jakichś zrezygnować. Postanowiliśmy wydać teraz połowę materiału, a w przyszłym roku wypuścić kolejny album z resztą nagrań - tłumaczył ma łamach "Teraz Rocka" gitarzysta Wojtek Powaga.
Przyznam, że zawsze od typowo radiowych utworów wolałem tą mroczno-psychodeliczną stronę ich muzyki. I jest tu kilka utworów, które ocierają się o tego typu klimaty, choć nie zawsze bezpośrednio. Na uwagę zwraca "Ofiary Zapaści Teatru Telewizji". Dość nietypowy utwór jak dla Myslovitz stanowiący najbardziej rockowy akcent na płycie. Z wręcz wykrzyczaną zwrotką i refrenem, A także otwierająca album "Skaza" oraz zamykający go "Blog Filatelistów Polskich". Oj, gdyby tylko na tej płycie więcej było takich numerów jak ten ostatni!
Muzyki nie można się powstydzić. Myslovitz wciąż wyprzedza rodzime zespoły o kilka kroków. Pod względem pomysłów, pod względem osiąganego na swoich płytach brzmienia. Gorzej z tekstami, z których czasami wychodzi młodzieńcza naiwność. Potwierdza to tylko, że dobre tekściarstwo to w Polsce wciąż towar deficytowy. Czy ma to jakikolwiek wpływ na odbiór zespołu? Nie. Parafrazując tytuł albumu – nieważne co nagrają i tak ludzie będą ich słuchać. Bo Myslovitz to już pewna marka.
Zespół już dawno przekroczył barierę, po której za każdym razem będzie się od niego oczekiwało wciąż czegoś więcej. Podczas słuchania "Nieważne jak wysoko jesteśmy...." można jednak odnieść wrażenie (a może to tylko złudzenie), że muzycy Myslovitz nie do końca mogli się zdecydowali na ostateczny kształt tego albumu przy miksowaniu. A może po prostu każdy miał na nią swój własny pomysł? Efekt? Całości słucha się z dziwnym odczuciem. I nie chodzi tu wcale o wrażenie, że już to gdzieś kiedyś słyszeliśmy.

Myslovitz, Nieważne jak wysoko jesteśmy..., EMI Music Poland 2011.

środa, 15 czerwca 2011

Z archiwum: Michał Bryndal - Staram się mieszać style

Michał Bryndal
Fot. Justyna Klein
Michał Bryndal, absolwent Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, opowiada o tym jak poznać dobrego perkusistę. 

- Zawsze marzyłeś o tym, aby grać na perkusji? 

- To wyszło przez przypadek. W pierwszej klasie szkoły podstawowej poszedłem do Szkoły Muzycznej, gdzie uczono mnie grać na fortepianie. Muzyka klasyczna, a właściwie podejście do tej muzyki zupełnie mnie jednak nie kręciło. Kiedy więc w czwartej klasie padło pytanie: "A może chciałbyś grać na perkusji?", powiedziałem OK. No i tak się zaczęło. 

- Sofa, z którą grałeś w pierwszym okresie jej istnienia nagrała dwie bardzo dobre płyty. Żałujesz czasem, że odszedłeś? 

- Nie. Wiedziałem, że jeżeli zostanę, to będę grał wyłącznie w Sofie. Taki jest po prostu system pracy tego zespołu. Chciałem robić coś innego. Spotykać się z nowymi ludźmi, aby grać różne rodzaje muzyki. To jest zawsze niesamowita przygoda, zwłaszcza jeżeli chodzi o muzykę jazzową. Spotykają się osoby, które mogą nie zamienić ze sobą żadnych słów, a potrafią od razu znaleźć wspólny muzyczny mianownik. 

- Powiedziałeś kiedyś, że w Toruniu wszyscy się ze sobą znają i wcześniej czy później i tak zagrają razem... 

- Nadal tak jest, ale od tamtego czasu pojawiło się wiele nowych elementów np. jam session w klubie eNeRDe. Przychodzą tam osoby, które grają soul, funky, muzykę alternatywną jak Gribojedow, a także klasyczni rockmani jak np. Mc Butelka. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z muzyką w Toruniu, zawsze brakowało mi integracji ze starszym środowiskiem i możliwości zapoznania się z innymi muzykami. Inicjatywy takie jak jam session w eNeRDe pozwalają poznać nowych, młodych muzyków. Moją uwagę zwrócił tam świetnie zapowiadający się pianista Sebastian Zawadzki. 

- Masz aktualnie jakiś nadrzędny zespół? 

- Działam w różnych projektach. Trio Stryjo, zespół Auaua, Gribojedow, a także Grzybobranie, projekt Wojtka Mazolewskiego z Pink Freud - przygotowujemy się z nim właśnie do nagrania płyty. No i jeszcze Nikola Kołodziejczyk Orchestra. Od czasu do czasu gram też z Marią Peszek  i Mariuszem Lubomskim. Staff na razie jest na wakacjach, ponieważ każdy z nas robi aktualnie coś innego. 

- Po czym poznać dobrego perkusistę? 

- To zależy od stylu. Są muzycy, którzy skupiają się na samym rytmie i grają go tak, że nic więcej nie potrzeba. Są też bębniarze, którzy przywiązują większą uwagę do faktury dźwięku, brzmienia, przestrzeni. Starają się swą grą urozmaicać muzykę. Jeszcze inni mieszają oba te style. Ja staram się tak robić. 

- Masz jakiegoś ulubionego bębniarza?

- Brian Blade, który gra m.in. z Waynem Shorterem. Generalnie jest stricte jazzowym bębniarzem znanym z nagrań z Joshua Redmanem, ale nagrywał też np. z Joni Mitchell. Niesamowity muzyk.

- Czujesz, że żyjesz nieco w cieniu swoich braci – Rafała i Jacka? 

- Skądże. Mało ludzi z codziennego obiegu kojarzy muzyków. Sidemani są w zasadzie niezauważalni. Cieszy mnie, jak ktoś podejdzie i powie mi "Widziałem cię na koncercie, świetnie grałeś". Dla mnie to wystarczy. Tak samo cieszę się, gdy powie "Znam Rafała, słuchałem jego audycji". 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...