poniedziałek, 31 marca 2014

Half Light i "Salto mortale", pierwszy singiel z płyty "Półmrok"

Dziś premiera pierwszego singla pochodzącego z nowej płyty Half Light. Na album zatytułowany "Półmrok" złoży się trzynaście kompozycji. Co ciekawe wszystkie będą zaśpiewane po polsku.

- Języka angielski jest bardzo wygodny, ale nie czuję się w nim na tyle dobrze, aby operować niuansami. A w przypadku tematyki tej płyty wymagało to szczególnej precyzji - twierdzi Krzysztof Janiszewski, wokalista Half Light. Grupa na swoim koncie ma już dwa anglojęzyczne albumy, na których penetruje rejony spod znaku electro: "Night In The Mirror" oraz "Black Velvet Dress". Do tego wypuściła jeszcze płytę z remiksami oraz własną wersję "Nowych sytuacji" Republiki. Teraz nadszedł czas na "Półmrok".

Na pierwszego singla wybrano "Salto mortale", zakończony trzaskiem bicza utwór, w którym klawisze naśladują cyrkowo-lunaparkowe dźwięki. - To kwintesencja całej płyty. Tekst opowiada o tym, że człowiek skazany jest na niepowodzenie - mówi Janiszewski. - Żyjemy dziś w świecie celebrytów, w którym każda informacja o niepowodzeniu staje się sensacją. Pozytywne myślenie nie jest w modzie. Nie jest wesoło, a więc wszyscy czekamy na tytułowy skok śmierci, o którym będzie można mówić.

- Żadnego pozytywnego przesłania nie będzie? - pytamy. - Nie potrafię pisać radosnych utworów. Gorycz życia zawsze bardziej mnie inspirowała niż radość. Tylko jeden utwór na tej płycie jest nieco radośniejszy - "Nie dziś, nie tu, nie jutro". To quasi erotyk, który daje nadzieję, że spotka się miłość swojego życia. Ale to wcale nie znaczy, że płyta jest smutna, ona po prostu jest refleksyjna - uważa lider Half Light. - Tekstowo "Półmrok" jest formą autoterapii faceta, który ma już 43 lata i wchodzi w kryzys wieku średniego. 

Premiera "Półmroku" pod koniec maja. 


piątek, 28 marca 2014

Jarosław "Doktor" Janiszewski: Muzyka to nie produkcja obuwia

- Jeśli stworzy się jedną niebanalną piosenkę, która ma swój klimat i coś się w niej dzieje, to jest to więcej warte niż nagranie pięciu nijakich albumów - JAROSŁAW "DOKTOR" JANISZEWSKI, lider grupy Bielizna i wokalista Czarno-Czarnych. 

Jarek Janiszewski podczas koncertu (Fot. Rafał Gaweł Gawlik)

W swojej karierze Bielizna grała w Toruniu zaledwie dwa razy. W 1987 i 1996 roku. Podobno podczas tego pierwszego koncertu połowa zespołu został zwinięta przez milicję i trafiła na izbę wytrzeźwień?

Nie, nie...! Zgarnęli nie członków zespołu, tylko naszą załogę, która jeździła za nami na wszystkie koncerty. Pamiętam, że mieliśmy wtedy przesiadkę w Malborku. Chłopacy postanowili dość mocno się odprężyć, więc wypili kilka win. Było wesoło. Rok 1987 to był schyłek komuny. Jeśli w pociągu jechała wówczas taka ekipa w pieszczochach i z postawionymi włosami, to wiadomo, że SOK-iści dostawali pianę na ustach. W efekcie obstawiono cały dworzec PKP w Toruniu, a część kolegów prosto z wagonów trafiła od razu na izbę wytrzeźwień. Wypuścili ich jednak tuż po północy i jeszcze powiedzieli, gdzie w Toruniu można w nocy kupić flaszkę. A w tym czasie zespół w pełnym składzie zagrał koncert. 

Dziś jest jeszcze miejsce na rock'n'rolla poza sceną? 

Na to zawsze znajdzie się miejsce. Bielizna należy do grup, która są bardzo otwarte na kontakty ze swoimi słuchaczami. Takie też były założenia prawdziwego punk rocka. Nie ma w nim miejsca na gwiazdorstwo i nigdy nie było. Zawsze jest czas, aby się z kimś spotkać, pogadać o płytach, zaprzyjaźnić z załoga, która będzie w stanie postawić jakieś płyny (śmiech). Pamiętajmy, że całe lata 80. były smutne i mało interesujące. Trzeba więc było samemu stworzyć sobie jakaś energetyczną i bardziej kolorową przestrzeń. 

Nie wszyscy tak mają.  

Jestem uczulony na osobników, którzy mają przerośnięte ego. Wychodzą na estradę, grają 3-4 akordy, a później zachowują się jakby nagrali 110 płyt z Mickiem Jaggerem, albo zapewnili sobie trwałe miejsce w historii obok Pink Floyd. Lipa. My zawsze traktowaliśmy granie z dystansem. Cały czas jest w tym miejsca na szaleństwo, wariactwo, odprężenie... W ciągu ostatnich lat z przyjemnością obserwowałem takie grupy jak Pogodno czy Mitch & Mitch. To zespoły, które zarówno w muzyce, jak i w sposobie bycia, pokazują, że można bawić się pewną konwencją i nie do końca przejmować się swoją rolą we wszechświecie. 

Co będzie dalej z Bielizną? Za rok stuknie Wam 30 lat na scenie. 

Po wakacjach wchodzimy do studia, aby nagrać nowy album. Zawsze tłumaczę ludziom, że robienie dźwięków, to nie jest produkcja obuwia. Jeśli stworzy się jedną niebanalną piosenkę, która ma swój klimat i coś się w niej dzieje, to jest to więcej warte niż nagranie pięciu nijakich albumów. Co z tego, że zespół X wydał 50 płyt, skoro nic z nich nie wynika. Ja zawsze staram się robić tak, aby to, co nagrywamy nie było naszą kalką; aby teksty były uniwersalne. 

Bielizna podczas koncertu (Fot. Rafał Gaweł Gawlik)


Boisz się dewaluacji? 

Ja nie. Ale spójrz na zespoły, które w latach 90. straciły wroga, bo komuna upadła i nagle okazało się, że nie mają nic do powiedzenia. Dopóki świat był czarno-biały i walczyło się z typami z Moskwy, chłopaki mieli jakąś ideę. Gdy wroga nie było widać, trzeba było trochę ruszyć głową, aby tropić głupotę. I pojawił się problem. Wiele zespołów nie potrafiło się w tym nowym świecie odnaleźć. Padły. 

Gdzie chcecie podążyć z Bielizną? 

Na płycie znajdzie się dwanaście utworów, a każdy z nich nawiązuje do zupełnie innej stylistyki. Im jestem starszy, tym bardziej nie mam ochoty słuchać zespołów, które grają wciąż te same harmonie od 20 lat. Jak usłyszę jeden utwór, to od razu wiem jaki będzie piąty, dziesiąty, piętnasty... I nawet jak ktoś wymyśli coś fajnego, to zespół nie jest w stanie tego zagrać. Na naszej nowej płycie pojawią się utwory nawiązujące do kultury żydowskiej, flamenco, teksańskiego boogie, a nawet do muzyki francuskiej lat 60. Robię dźwięki, które sam chciałbym słuchać. I przyznam się, że nie za bardzo przejmuję się tym, co się obecnie gra. 

Czyli? 

Króluje muzyka elektroniczno-dansignowo-banalna. A jeśli ktoś sięga po trudniejsze formy, to ma pecha. Takie czasy. 

Nie wkurza Cię, że większość osób kojarzy Cię jedynie z Czarno-Czarnych? 

Nie. To naturalna kolej rzeczy, jeśli sięga się po rzeczy melodyjne i proste w odbiorze. Ludzie szybciej podchwycą takie dźwięki niż naszą historię kasjerki PKP. Czasami to mi nawet pomaga. Pieniądze zarobione z koncertów z Czarno-Czarnymi mogę później przeznaczyć na przygotowanie nowej płyty z Bielizną. Tak to działa. Zrobienie muzyki prostej, łatwej i przyjemnej, którą grają Czarno-Czarni też wymaga sporej energii i nie jest wcale taki proste jak wszyscy myślą. Mam dziką satysfakcję z tego, że gdy w 1998 roku nagraliśmy pierwszą płytę, to wyprzedziliśmy modę. Dopiero w 2002 roku pojawiło się mnóstwo kapel, które zaczęły nawiązywać do lat 60 i 70. My zrobiliśmy to wcześniej! 


Wokół drugiej płyty Disparates

Po mojej recenzji albumu "Popołudnie" otrzymałem list od Bartka Kulika, lidera Disparates. Treść poniżej, pisownia oryginalna




Chciałbym przedstawić swoje stanowisko dotyczące recenzji płyty Disparates „Popołudnie” (...) Otóż zostałem w niej posądzony niesłusznie o kradzież piosenki Krzysztofa Grabowskiego ( Grabaża ) „Chory na wszystko”, co jest ewidentnym zniesławieniem, a także przedstawieniem mnie w fałszywym świetle jako twórcy. Redaktor Bielicki, sugerując się zapewne pewnym podobieństwem utworów, założył z góry, iż utwór przez mnie napisany jest plagiatem, jako że Disparates jest znacznie mniej znanym zespołem niż Strachy na Lachy. Fakty są jednak zgoła inne.

1 ) Utwór powstał w 2008 roku a więc jak udało mi się zorientować blisko dwa lata przed wydaniem płyty zespołu „Strachu na Lachy”, na której znajduje się piosenka „Chory na wszystko” 
2) Z Disparates gramy ją od połowy 2009 roku, a pierwsze publiczne jej wykonanie miało miejsce w dniu 04.12.2009 w toruńskiej „Odnowie”, drugie zaś na premierze naszej pierwszej płyty „Fafaberie” 11.02.2010 roku w klubie Lizard King (zespół jest w posiadaniu zapisu tego koncertu, jak i ma bardzo wielu świadków mogących potwierdzić taki stan rzeczy),a więc także zanim płyta Grabaża pojawiła się na rynku

Nie jestem wielkim fanem „Strachów na Lachy” i do momentu ukazania się artykułu nie miałem okazji słyszeć piosenki, o której kradzież zostałem posądzony. Po odsłuchaniu stwierdzam, że rzeczywiście znajdują się między rzeczonymi piosenkami pewne podobieństwa w linii melodycznej wokalu, natomiast daleki byłbym o posądzanie o to, że ktoś komuś coś podkradał. To, że Disparates jest zespołem o mniejszym „zasięgu” nie zwalnia Pana redaktora od dokładnej weryfikacji informacji zawartych w tekście bez zakładania pewnych rzeczy „z góry”.

Bartek Kulik

Oficjalna odpowiedź poniżej.

Do podobieństwa linie melodycznej piosenki "Gemini I" toruńskiego zespołu Disparates z "Chorym na wszystko" grupy Strachy Na Lachy zespół Bartka Kulika przyznał się dopiero po publikacji mojej recenzji (patrz: oficjalny profil zespołu na FB, wpis z 22 marca). Przy jej pisaniu brałem pod uwagę daty ukazania się wydawnictw, na których znalazły się te utwory, a nie to, który z zespołów jest popularniejszy. 

"Dodekafonia", album SNL, z którego pochodzi wspomniana piosenka, miał swoją premierę 22 lutego 2010 roku. Już w dniu premiery zdobył status Złotej Płyty. Zajmował także pierwsze miejsce na Oficjalnej Liście Sprzedaży ZPAV, a "Chory na wszystko", singiel, który z niego pochodził, dotarł do 14. miejsca ma liście przebojów radiowej Trójki. 

Kiedy dokładnie powstała piosenka "Grabaża"? Przyznaję, że nie wiem, ale zapytam go o to osobiście przy najbliższej okazji. Z dużym prawdopodobieństwem mogę założyć, że nie narodziła się tuż przed wejściem do studia. A poprzedni album SNL - zawierający wyłącznie autorskie kompozycje - "Piła tango" ukazał się 7 listopada 2005 roku (wydanym w 2007 roku "Autorem" zespół złożył bowiem hołd twórczości Jacka Kaczmarskiego, a na "Zakazanych piosenkach" z 2008 roku sięgnął po utwory zespołów tworzących w latach 80.). 

"Popołudnie" Disparates trafiło do sklepów 13 lutego 2014 roku. Każdy z muzyków, a jest ich w Disparates aż ośmiu, miał zatem sporo czasu i możliwości, aby zetknąć się z utworem SNL, dostrzec wspomniane przez mnie w recenzji podobieństwo i odpowiednio zareagować, aby uniknąć takich nieprzyjemnych porównań.

Wobec przedstawionych powyżej przez Bartka Kulika faktów pozostaje mi tylko wierzyć, że - o czym zresztą napisał do mnie w mailu lider Disparates - doszło do sytuacji, w której dwóch twórców prawdopodobnie zainspirowało się przy tworzeniu tym samym. I zrobili to niezależnie od siebie. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...