czwartek, 19 stycznia 2012

Sofa wraca. 28 lutego nowa płyta "Hardkor i disko"

O tej płycie mówi się już od kilku miesięcy, a takie piosenki jak "Boys & girls", czy "On nie mówi" tylko zaostrzają apetyt fanów zespołu.

"Hardkor i disko", trzeci studyjny album Sofy będzie jeszcze bardziej producenckim dziełem niż poprzednia płyta "Doremifasofa". Co ciekawe więcej tekstów niż dotychczas będzie po polsku. Skąd ta nagła zmiana?
- Bardzo długo o tym rozmawialiśmy. Uznaliśmy, że dużo łatwiej dotrzeć z przekazem, gdy piosenka posiada polskie słowa. Jej siła rażenia jest wtedy większa - mówi Bartosz Staszkiewicz, klawiszowiec Sofy. Za warstwę tekstową jak zwykle odpowiada wokalista Tomek Organek. - Nie brakuje w niej drugiego dna. Nie jest zbyt radosna, raczej cierpka - dodaje Staszkiewicz.
Teksty, które znajdą się na płycie będą kontrastować z dość tanecznym charakterem muzyki. Na albumie członkowie Sofy sięgnęli po sporo elektroniki. Singlem, który będzie promował całe wydawnictwo ma być przebojowa piosenka tytułowa "Hardkor i disko". - Utwór daje pewien obraz tego jak będzie wyglądał cały album. To będzie nasza najbardziej spójna płyta, bardzo kolorowa muzycznie - zdradza Staszkiewicz. - Singlowa kompozycja bardzo ironicznie traktuje o mającym nastąpić końcu świata. Będzie ją można usłyszeć w radiu pradopodobnie na przełomie stycznia i lutego.
Warto wspomnieć, że trzeci album Sofy będzie jednocześnie pierwszą płytą nagraną dla wytwórni EMI (wcześniej zespół związany byli z Kayaxem). Grupa cały czas zastanawia się jeszcze nad ostatecznym wyglądem okładki. Przypomnijmy, że Sofa na swoim koncie ma m.in. Fryderyka za fonograficzny debiut w 2007 roku. Występowała na większości najważniejszych festiwali w Polsce. Za rok będzie obchodzić swoje 10-lecie.

środa, 4 stycznia 2012

Big Cyc "Zadzwońcie po milicję!"

Big Cyc "Zadzwońcie po milicje!"
Wytwórnia „Universal Music Polska” jeszcze przed bożonarodzeniowym okresem wypuściła na rynek kilkanaście płytowych nowości. Wśród disco-popowej masy z epką Michała Szpaka zatytułowaną „XI” (sześć utworów zapowiadających tegoroczny album) na czele, znalazło się też kilka krążków po które można sięgnąć bez większego obciachu. Choćby tylko z czystej muzycznej ciekawości w czasie świąteczno-noworocznej płytowej posuchy.
Nigdy nie spodziewałbym się, że lekko zaintrygowany będą słuchał albumu twórców takich utworów jak „Makumba”, czy „Ballada o smutnym skinie”. Tak, to on. Zespół o wdzięcznej nazwie Big Cyc ponownie dało o sobie znać pod koniec 2011 roku nowym wydawnictwem zatytułowanym „Zadzwońcie po milicję!”. Choć to może wydać się niewiarygodne - tym razem ekipa pod wodzą Krzysztofa Skiby zabrała się do pracy całkowicie na poważnie. 
Siedemnasta płyta w obszernej dyskografii zespołu to polityczno-historyczny koncept album. Pretekstem do jego powstania była 30. rocznica stanu wojennego. Big Cyc zanurzył się w archiwalne nagrania zespołów funkcjonujących w tamtym okresie na niezależnej scenie; grup działających po tej samej stronie barykady co legendarny Jacek Kaczmarski, ale wyrażających swoją niechęć do ówczesnego systemu w zupełnie innym sposób. Punkowy. 
Miki Mauzoleum, Brzytwa Ojca, Karcer, Współczynnik Inteligencji, Cela nr 3… Zespoły, które nie miały szans, aby na początku lat 80. wejść do studia i zarejestrować materiał na płytę. Ich nagrywane podczas występów piosenki krążyły więc przegrywane z kasety na kasetę wśród publiczności. Muzycy Big Cyca wygrzebali z całego stosu taśm co ciekawsze utwory, nagrali je na nowo i ułożyli we własną muzyczną opowieść. 
Co ciekawe poszczególne utwory poprzetykano archiwalnymi materiałami pozyskanymi z Instytutu Pamięci Narodowej. Nasłuchy radiowe, raporty milicyjne, odgłosy demonstracji. - Widziałem jak w grudniu czołgi rozwalały bramę Stoczni Gdańskiej. Mieliśmy wtedy po 17 lat i zamiast telefonów komórkowych kamienie w kieszeniach – wspomina wprowadzenie stanu wojennego Krzysztof Skiba we wstępie do płyty.
Każdego kto sięgnie po „Zadzwońcie po milicję!” czeka lekcja historii połączoną z muzycznym cyklem „Ocalić od zapomnienia”. Od pierwszego przesłuchania wpada w uchu „ZOMO na Legnickiej” ze skandowanym refrenem, czy leniwa „Czarna Wołga”. W tekstach przewijają się tematy demonstracji ulicznych, zatrzymań przez SB, stanu wojennego, PRL-owskiego pijaństwa, społecznych dylematów czy kpina z kartkowego systemu. 
Oto nauczyciele dostali do ręki kolejną – po „Historii” Elektrycznych Gitar i „Powstaniu Warszawskim” Lao Che – muzyczną pomoc do zainteresowania swoich uczniów meandrami polskiej historii. Jak z niej skorzystają? - Warto przypomnieć, że kultura niezależna w latach 80. to nie tylko spektakle w kościołach czy koncerty bardów w salkach katechetycznych. To był także podziemny, fascynujący obieg rocka – pisze Skiba. I ma rację. 

Big Cyc, Zadzwońcie po milicję!, Universal Music Polska 2011. 

niedziela, 1 stycznia 2012

MGM "New Heads"

MGM "New Heads"
Jedenaście kompozycji. Pełnych gitarowych zagrywek i wpadających w ucho melodii. Drugi album MGM otwiera nowy etap w historii zespołu. 

Ta płyta jest jak pętla. Po ostatnim utworze można puścić znów pierwszy i nadal wszystko będzie się układało w całość. Spójny album, który stanowi podsumowanie drogi, jaką zespół podąża już od kilku lat. I niech nikogo nie zwiedzie ten akustyczny wstęp. Na płycie „New Heads” grupa MGM wyraźnie idzie w stronę hard-rocka. Wreszcie. Rockowe pazury ostrzą w każdym utworze, co znajduje swoje rozwinięcie podczas występów na żywo. 
Riffów jak ten z piosenki „Świat (Wyrwać się)” można pozazdrościć. Właśnie dla takich kompozycji sięga się po gitarę. Do tego poprzedzony dźwiękami burzy „Kot”, czy rozpędzająca się „Gorąca krew” z dyskotekowym (!) rytmem w zwrotce. Jest i „Bohater” zbyt dosłownie schlebiający radiowym gustom i nagrane w duchu irlandzkiego rocka „Szukasz miłości”. Prym na te płycie wiedzie gitara Tomasza Prasa. A reszta? 
Mirosław „Gonzo” Zacharski to pisarski ewenement w Toruniu. Nie hołduje nastoletniej publiczności, nie zapędza się w psychologiczne labirynty i nie rozwiązuje problemów świata. Pisze i śpiewa o tym, w co sam wierzy i czemu pozostaje wierny od wielu lat. „New Heads” to opowieść o tym, co w życiu ważne - z perspektywy faceta, który trochę już przeżył i ma coś do opowiedzenia. Album do słuchania na każdą okazję. 
Na koniec smutna refleksja. Muzyka MGM nie trafi na listy przebojów. Ich plakatów nie będą drukować w kolorowych pismach. Dlaczego? Dziś na takiego klasycznego rocka, któremu pozostają wiernie panowie z MGM nie ma miejsca na antenie. Dlatego też nie czekajcie aż usłyszycie ich muzykę w radiu. Idźcie do sklepu i sami ją sobie kupcie. Płyta została wydana przez HRPP Records. 

MGM, New Heads, HRPP Records 2011. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...