niedziela, 6 października 2013

Przybysz vs Joplin

Projekt "Kozmic Blues" zabrzmiał w toruńskim Dworze Artusa. Choć koncert był przedni, a wokalistka śpiewała z olbrzymią pasją, to jednak po jego zakończeniu pojawiło się nurtujące pytanie. Komu należały się te brawa? Natalii Przybysz czy Janis Joplin?

W tym roku minęło dziesięć lat od czasu wydania „Siły sióstr”. Debiutanckiego albumu Sistars, który wstrząsnął polskim rynkiem muzycznym. Co ciekawe zespół przemówił na początku tego roku nowym singlem po sześciu latach milczenia. Natalia i Paulina Przybysz nie marnowały w tym okresie czasu i wydeptywały osobne muzyczne ścieżki. Starsza z nich wydała w tym roku dość odważną płytę, na której postanowiła zmierzyć się z piosenkami kojarzonymi z najbardziej znaną wokalistką soulowo-bluesową na świecie - Janis Joplin.

Natalia "Natu" Przybysz (Fot. Materiały promocyjne)

Albumu „Kozmic Blues” w całości nie słyszałem, ale koncert pod względem muzycznym był niezwykle udany. Pasja, energia, brzmienie... Natalia Przybysz z rozbudowanym o sekcję dętą zespołem zaprezentowała w Dworze Artusa prawie wszystkie wypromowane przez Joplin evergreeny. Z „Piece of My Heart”, „Maybe” i „Move Over” na czele. Wokalistka uczyła się tych piosenek długo i zadane lekcje odrobiła, co wcale nie było takie proste. Nie zdecydowała się przy tym na burzenie hipisowskich pomników, pozostając wierna oryginalnym wersjom.

„Dobre piosenki zasługują na to, aby je grać” - podkreślała wielokrotnie w wywiadach. I ma rację. Prawda jest również taka, że większość osób przyszło na ten koncert nie tyle z sympatii do Przybysz, ile z ogromnego sentymentu do twórczości Janis Joplin, co dało się zauważyć i wyczuć na sali. Średnia wieku podczas piątkowego wieczoru była zresztą dość wysoka.

Co będzie dalej z muzycznym projektem starszej z sióstr Przybysz? Zespół uchylił rąbek tajemnicy podczas bisów, kiedy to zagrali m.in. „Do kogo idziesz?’ Miry Kubasińskiej. Czyżby więc kolejnym krokiem było odkurzenie polskiej spuścizny blues-rocka?


Na koniec dość osobista refleksja. W życiu naoglądałem się już wielu koncertów. I to zarówno polskich, jak i zagranicznych wykonawców. Jeszcze nigdy nie widziałem jednak, aby ktoś wpier... podczas występu banany i mówił z pełnymi ustami do mikrofonu. Dla jednych może to być przejaw luzackiego stylu bycia wokalistki - co znalazłoby nawet potwierdzenie w jej ubiorze - ale ja nazwałbym to zwykłym brakiem szacunku dla publiczności. O jej kręceniu nosem na warunki nagłośnieniowe wspominać już nie będę.

środa, 2 października 2013

Tomek Organek solo

Tomek Organek z gitarą jak pistolet. Wchodzi na scenę w klasycznym trio i przystawia publiczności broń do głowy. To nieco spóźniona i dość krótka, ale za to szczerza recenzja koncertu jaki odbył się w klubie Lizard King w ramach festiwalu "LuLu". 
Gitarzysta Sofy zaprezentował się w Toruniu ze swoim solowym projektem, muzycznie głęboko zakorzenionym w latach 60. i 70. Płyta ma ukazać się wiosną. Warto poczekać. Już dawno nie słyszałem bowiem tak dobrego i zróżnicowanego materiału. Całość skojarzyła mi się z zawartością "Blunderbuss" Jacka White'a, ale bez cienia epigonizmu. Bardzo riffowe granie. Coś z hard rocka, a nawet jakieś echa neo country.


Póki co pozostaje nam się cieszyć udziałem Organka w toruńskim projekcie Ser Charles. Ale to już zupełnie inna historia... Przeznaczona na inny wpis.


środa, 11 września 2013

Manchester: Rod Stewart, przeboje i trzecia płyta

- Nie napinamy się na stworzeniu utworu, który puszczą duże rozgłośnie. Nie mamy już takiego ciśnienia. Tym bardziej, że mamy to szczęście, że lubią nas rozgłośnie lokalne - Maciej Tacher oraz Sławek Załeński z grupy Manchester opowiadają o nowej płycie, koncercie z Rodem Stewartem oraz kreowaniu radiowych przebojów.

Maciej Tacher i Sławek Załeński (Fot. Jacek Smarz)
W sobotę zagracie w Rybniku przed Rodem Stewartem. To dla Was nobilitacja czy kolejne doświadczenie?

SZ: Przede wszystkim ogromna promocja i szansa przypomnienia się na Śląsku przed premierą kolejnej płyty. Stewart mimo, że jest bardzo wiekowy, wciąż pozostaje ikoną muzyki rozrywkowej. Pamiętam doskonale jego fryzurę z lat 80. Zawsze chciałem mieć taka samą.

Przykład Kobranocki, która występowała przed Guns N’ Roses, a ostatnio grupy IRA przed Bon Jovi pokazuje, że polskie zespoły supportujące traktuje się po macoszemu. Nie  umożliwi się im prób, mają słabsze nagłośnienie... A więc fajnie wygląda to tylko teoretycznie.

SZ: Jeśli ktoś gra przed taką gwiazdą, musi założyć, że nie będzie traktowany na równych zasadach. Liczy się tylko promocja, bo na takim koncercie jako zespół nic nie zarabiamy. Najważniejsze jest dla nas to, że Rod Stewart słuchał naszych piosenek.

MT: Naprawdę w to wierzysz...? Znaczy się tak, tak... Na pewno ich słuchał (śmiech).

Dlaczego „Autostrady kłamstw” z Waszej poprzedniej płyty, choć posiadały wszystkie cechy  dobrego radiowego przeboju nigdy się nim nie stały?

MT: Już dawno przestałem doszukiwać się logiki w polskim show biznesie. Przecież „Autostrady kłamstw” spokojnie mogłyby sobie lecieć chociażby w Eska Rock.

Wystarczy, że jedna duża stacja puści, aby inne podchwyciły? 

SZ: Tak było z „Lawendowym”. RMF FM zaryzykowało, ale czekało aż go pociągnie Radio Zet i Eska. Wiele zależy od dyrektora muzycznego. I nie liczy się zawsze muzyka. Musi mu się spodobać zespół, wokalista, kolega, który go o to poprosi, albo menadżerka... Tak to działa.

MT: Przyjmuje się, że aby piosenka stała się przebojem muszą ją puszczać 2-3 rozgłośnie. Z nami było inaczej. „Dziewczynę gangstera” leciała w Esce, a „Lawendowy” szalał w RMF FM. „Tajemnicę” puszczało jeszcze Radio Zet, ale tylko dlatego, że zdobyliśmy Bursztynowego Słowika i musieli.

Inaczej się nie da?

SZ: Słyszałeś kiedyś o badaniach piosenki? Dyrektor jednej z największych stacji radiowych dostał nasze „Autostrady kłamstw” do posłuchania. Mówi nam „Utwór jest super, ale zabrakło 10 proc. w badaniu, aby zakwalifikować tę piosenkę do emisji”. Tak się tłumaczą. Skoro ostatnie piosenki nie przechodziły tych badań, to postanowiliśmy pójść pod prąd. Podczas komponowania przestałem napinać się na stworzeniu utworu, który puszczą duże rozgłośnie. Nie mam już takiego ciśnienia. Tym bardziej, że mamy to szczęście, że lubią nas rozgłośnie lokalne.

MT: Ciekawe, że od kiedy nie ma nas w RMF FM, to obserwujemy większy entuzjazm na koncertach oraz zwiększone zainteresowanie Manchesterem na Facebooku.

Wasz nowy materiał jest zdecydowanie bardziej surowy... Chcecie wrócić trzecim albumem do korzeni?

SZ: Odpuściliśmy sobie największe rozgłośnie, dzięki czemu muzyka Manchesteru jest teraz bardziej zróżnicowana. Mamy nawet piosenkę lekko psychodeliczną i  utwór trwający 4,5 minuty, co z radiowego punktu widzenia jest przecież strzałem w kolano. Takie utwory jak „Skupienia stan” są powrotem do tego, co graliśmy kiedyś. Nagraliśmy już 11 kompozycji.

MT: Przy ich powstawaniu zmieniliśmy system pracy. Wcześniej Sławek przynosił nam gotowe utwory. Teraz nadal komponuje w domu, ale ich kształt pozostawia już nam.

Jakie macie oczekiwania związane z nową płytą?

SZ: Nie wierzę, aby jakaś z tych piosenek stała się przebojem w dużej rozgłośni. Nastawiamy się na radia lokalne. Na singla trafi prawdopodobnie „Zapominanie”. I jeśli RMF FM nie będzie nas puszczać, to nie będziemy z tego powodu zawiedzeni. Zupełnie inaczej było przy poprzednich płytach, gdy wyczekiwaliśmy ogromnego sukcesu. Tak jak z „Autostradami kłamstw”, które była murowanym hitem.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...