środa, 2 listopada 2011

MGM: Nowa jakość

Mirosław "Gonzo" Zacharski, wokalista i lider MGM opowiada o nowej muzycznej ścieżce, na którą wstąpił jego zespół na płycie "New Heads". 

Mirosław "Gonzo" Zacharski
- Kilka dni temu ukazał się winylowy singiel zapowiadający waszą nową płytę "New Heads". Trzy utwory koncertowe oraz jeden studyjny zatytułowany "Świat" z soczystym gitarowym riffem. Tak właśnie będzie brzmiał cały album? 

- Dokładnie. O to właśnie nam chodziło. Choć tak naprawdę to tylko przedsmak, tego co czeka słuchaczy na całym albumie. 

- Opowiedz o tej płycie. Pracowaliście nad nią dość długo. 

- To prawda. Ale każdy z nas zajęty jest na co dzień swoją pracą. Płytę nagrywaliśmy w studio w Gniewkowie. Bardzo szybko poszło nam z perkusją i basem. Następne wspólnie z gitarzystą Tomkiem Prasem dojeżdżaliśmy, aby dogrywać partie gitary. Później miesiąc przerwy... W sumie zajęło nam to rok. Mieliśmy sporo czasu, aby przemyśleć jak to wszystko ma ostatecznie wyglądać. Wielkie podziękowania należą się Darkowi Kowalskiemu z pubu "Pamela", który umożliwił nam te nagrania i cały czas wspiera nasz zespół. 

- Przy której z tych nowych kompozycji było najwięcej dłubania, szukania odpowiedniego brzmienia?

- W "Gorącej krwi”, która najbardziej odbiega od tego, co prezentowaliśmy do tej pory. Bardzo długo próbowaliśmy dopasować do niej różne brzmienia. Dopiero Bobo Ryszewski, który jest zdolnym basistą sprawił, że to wszystko niezwykle okrągło zabrzmiało. Gdyby nie sekcja rytmiczna jaką mamy obecnie, to by nie było nowego MGM. Chłopaki czują to, co grają i robią to mega dynamicznie. 

- Podobno część utworów rodziła się dopiero w studiu?

- Pozostawiliśmy sobie do dopracowania takie muzyczne niuanse jak kwestia niektórych gitarowych solówek. W studiu kończyłem, a nawet napisałem tekst do piosenki "Bohater". Poza tym nagrywając niektóre utwory doszliśmy do wniosku, że można je jeszcze ciekawiej zaaranżować. Zaczęliśmy więc to zmieniać. 

- Wielokrotnie podkreślałeś, że "New Heads" to będzie nowa jakość MGM. Zupełnie nowe brzmienie zespołu.

- Tak, bo to pierwsze porządne nagrania, które zrealizowaliśmy w obecnym składzie. Poza tym zawsze szukałem takiego brzmienia, które uzyskujemy teraz razem. Nie będzie przesadę jeśli powiem, że przez całe życie poszukiwałem takiego perkusisty jak Michał Dąbrowski. Ten facet tak gra, że wreszcie jestem usatysfakcjonowany. Do tego melodyjny basista, którym jest Bobo Ryszewski i Tomek Pras ze swoimi hard-rockowymi riffami. 

- Właśnie - zespół od kilku lat coraz bardziej podąża w stronę rocka.

- Taki jest teraz nasz kierunek. Mamy nawet plan, aby włączyć do repertuaru MGM utwór z repertuaru mojego ulubieńca - Ozzy Osbourne'a. Kompozycja nazywa się "Perry Mason". To będzie taki nasz hołd dla niego i całego heavy metalu. 

Gonzo, Tomasz Pras, Bobo Ryszewski, Michał Dąbrowski
- Z taką muzyką ciężko wam będzie przebić się do radia. 

- Wiem. Ale co mam powiedzieć? Nigdy nie podkładałem się, aby grać tak, żeby się sprzedać. Nie po to zresztą związałem całe swoje życie z muzyką. Wierzę, że się uda. Musi. 

- Dużo śpiewacie w tych nowych numerach o miłości.

- Też się z tego śmieję. Obiecuję, że na następnym albumie tego już nie będzie. Zrobiliśmy sześć nowych piosenek, a nieubłaganie zbliżał się czas wejścia do studia. Uzupełniliśmy więc płytę kompozycjami, które narodziły się jeszcze w poprzednim składzie. Zamykamy tym samym pewien rozdział. Od stycznia ruszamy na koncertach z premierowym programem. Być może pokusimy się nawet, aby kolejną płyta nagrać na żywo. 

- Na co dzień jeździsz taksówką po Toruniu. To sprzyja pisaniu tekstów piosenek? Zbieraniu historii? Inspiracji? 

- Nie ukrywam, że sporo się już przy okazji tej pracy widziałem. Z tej nudy oczekiwania w samochodzie przychodzi mi tysiące pomysłów do głowy. To fakt. Jednak do napisania tekstu potrzebny mi jest impuls. Gdy muszę go napisać, to siadam i robię to w 10 minut. Gdy mam za dużo czasu mogę siedzieć przy jednym zdaniu godzinami i nic. 

- Wśród nowych piosenek są utwory, do który napisania zainspirowały cię nocne wydarzenie w Toruniu? 

- "Złamana". To historia o nastolatce, która zakochała się w starszym mężczyźnie. Facet rozkochał ją w sobie, zrobił jej dziecko, a potem włóczył się taksówkami po kasynach. W końcu wyjechał do Anglii, aby uciec od odpowiedzialności. Historia została wymyślona, ale jej korzenie są nieco toruńskie. 

- W tym roku wspólnie z MGM świętujesz 18-lecie. "New Heads" będzie waszą drugą płytą. Czujesz się spełniony jako muzyk? 

- Nie do końca. Jak Bóg da, to artystyczne spełnienie nastąpi z obecnym składem MGM. Nie chcę się już bawić w inne rzeczy. Gdyby miało mi to nie wyjść, to dałbym już sobie z tym spokój. Obecny MGM to dla mnie priorytetowy skład i zespół. Nic więcej mnie teraz nie interesuje. 

* Winylowy singiel pilotujący płytę MGM "New Heads" został wydany nakładem HRPP Records. 

poniedziałek, 31 października 2011

Julia Marcell: Z Torunia do Berlina

 Julia Marcell, polska wokalistka, pianistka i kompozytorka, która robi karierę w Europie opowiada o swoich toruńskich korzeniach i nowej płycie pt. „June”.

- Jak to jest, że córka profesora, a nawet rektora wyższej uczelni nie wybiera drogi naukowej, tylko muzyczną?

- Wyłamałam się! Ale moi rodzice chyba się tego spodziewali. Nazywali mnie zawsze „artystką ze spalonego teatru” (śmiech). Zawsze chciałam być na scenie. Przyzwyczaili się do tego. Zawsze mi jednak powtarzali, aby zrobiła choć jakiegoś magistra. Przychodzą teraz na moje koncerty. Wspierają. Sądzę, że gdybym chciała zostać mechanikiem i była tym zajęciem maksymalnie zafascynowana, też by mi pozwolili.

- Narodziła się jednak Julia Marcell. Skąd ten pseudonim?

- Traktuję go bardziej jako nazwę dla całego projektu. W życiu miałam ich mnóstwo. Zawsze coś mnie gnało, aby zakładać teatrzyki, robić instalacje artystyczne i maratony malarskie. Zawsze wydawało mi się, że dobra nazwa to jest to. Że wszystko co się robi trzeba jakoś opakować, spuentować, związać. Kiedy zaczynałam pisać piosenki studiowałam sztuki piękne. Postanowiłam uszczknąć coś z Marcela Duchampa. To dobra wróżba. Duchamp zmienił świat sztuki, przewartościował rzeczy, które były przed nim. Pomyślałam, że warto mieć takiego patrona.

 - Urodziłaś się w Toruniu?

- W Chełmnie. W Toruniu spędziłam dzieciństwo. Do 14 roku życia mieszkałam z rodzicami na Rubinkowie. Wciąż przenosiliśmy się z miejsca na miejsca, ale zawsze w ramach tego samego osiedla. W Toruniu ważny jest dla mnie Teatr Horzycy, a także cała starówka. No i Aula UMK jest szczególna.

- Aula UMK?

- Tak. Organizowano tam kiedyś bale dla dzieci pracowników uniwersyteckich. Uwielbiałam brać w nich udział! Występy, słodycze... Zawsze wyczekiwałam tej imprezy. Cała mapa Torunia usiana jest miejscami, do których mam sentyment. W grudniu przyjadę, aby na spokojnie wszystkie te miejsca odwiedzić.

- Co zaważyło na tym, że przeniosłaś się do Niemiec?

- To była spontaniczna decyzja. Potrzebowałam odmiany, nowej inspiracji. Chciałam znaleźć dla siebie nowe miejsca. A że strasznie lubię podróżować... Ten Berlin to też nie jest na zawsze. Mieszkam tam dopiero 3 lata.

- Mówią, że to miasto odcisnęło na „June” swoje piętno.

- Tak. Pod względem poszukiwania inspiracji i dźwięków z różnych miejsc. Wcześniej miałam bardzo dogmatyczne podejście do muzyki. Akustyczne granie i nagrywanie na tzw. setkę. W Berlinie dostrzegłam więcej możliwości i zaczęłam eksperymentować. Spore piętno na tym albumie odcisnęli również producenci, którzy zajęli się elektroniką. Potrzebowałam jej do przełożenia swojej częstotliwości na inne spectrum,. Aby album nadal był organiczny, ale miał jednocześnie więcej przestrzeni w sobie. Przy nowej płycie odkryliśmy, że mamy coraz większą frajdę z grania energetycznych utworów, w których można się wyżyć i poskakać.

- Skąd pomysł, aby na anglojęzycznej płycie w utworze „Echo” wykorzystać polski tekst?

- Przyjeżdżając do Berlinie znalazłam się w takim tyglu kulturowym. Otaczali mnie ludzi z najróżniejszych stron. W pewnym momencie zaczęłam poszukiwać swoich korzeni. To może śmieszne, ale będąc w Polsce nigdy nie oglądałam się na polskich wykonawców. Słuchałam zagranicznych twórców. Tym, co dzieje się na polskim rynku zaczęłam interesować się dopiero po przyjeździe do Berlina. Odkrywać nowe zespoły, zasłuchiwać się po długiej przerwie np. w Ewie Demarczyk. Odezwała się we mnie taka wewnętrzna potrzeba, aby przemycić na ten album coś polskiego. Wyszło dość spontanicznie w takiej nieco ludowej konwencji.

- Nagroda im. Grzegorza Ciechowskiego to szczególne wyróżnienie. Jakie miejsca zajmuje on na mapie twoich muzycznych zainteresowań?

- Choć w dzieciństwie w moim domu były płyty Republiki oraz Obywatela G.C, to dopiero teraz na nowo odkrywam jego piosenki. One rzeczywiście zachwycają swoim stylem i zastosowanymi rozwiązaniami. Był świetny! Republika, Maanam, Ewa Demarczyk.. To są kamienie milowe w historii polskiej muzyki.

- Usłyszymy w grudniu w „Od Nowie” piosenki Republiki w wersji Julii Marcell?

- Chciałabym się z nimi zmierzyć i dowiedzieć się czy wyjdę z tego obronną ręką. To dla mnie szalenie interesujące wyzwanie.


wtorek, 25 października 2011

MGM: Prolog do "New Heads"

Wielkimi krokami zbliża się premiera nowej płyty MGM zatytułowanej „New Heads”. Materiał nasyconymi gitarowymi riffami i dalekimi od banału tekstami „Gonza”. O tym co w życiu ważne z perspektywy faceta, który trochę już w swoim życiu przeżył i ma coś do powiedzenia. To MGM, jakiego do tej pory jeszcze słyszeliśmy. Iście rockowa maszyna. 
Zanim jednak będzie nam dane przesłuchać cały album pojawi się winylowy singiel pilotujący to wydawnictwo. Zawiera jeden utwór studyjny oraz trzy kompozycje nagrane na żywo. Nie ukrywam, że z przyjemnością zaprojektowałem okładkę zarówno na płytę „New Heads”, jak i na wspomnianego singla (patrz obok). Wydawcą obu materiałów jest HRPP Records. 

Więcej informacji można znaleźć na www.mgm-newheads.blogspot.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...