poniedziałek, 29 listopada 2010

Zbigniew Krzywański: Nie dla mnie Iron Maiden

Zbigniew Krzywański, gitarzysta Republiki, a także twórca projektu "Bończyk/Krzywański" opowiada o nowej płycie zatytułowanej "Ideologia snu".

- Słuchając Twoich nowych projektów zawsze zastanawiam się, czy tak by właśnie wyglądały nowe płyty Republiki? Ile z Twoich pomysłów na kompozycje by się na nich znalazło...

- Nie uniknę już chyba tego, że moje granie będzie postrzegane w odniesieniu do dokonań Republiki. To są moje korzenie, w tym zespole wyrosłem… To miłe, że porównuje się tamten okres z moją obecną twórczością; gdy ktoś dostrzega, że słychać w niej echa Republiki. W projekcie stworzonym wspólnie z Jackiem Bończykiem to jednak ja jestem autorem prawie całej muzyki, a w Republice głównym kompozytorem był Grzegorz Ciechowski. Historia naszego wspólnego grania zakończyła się wraz z jego śmiercią. Cieszy mnie, że wszystko wskazuje na to, że prawdopodobnie pamięć o Republice będzie żywa nawet za sto lat.



Fot. Materiały promocyjne zespołu.

- „Jeniec” był pierwszym utworem, który powstał na płytę "Ideologia snu". Tuż po zakończeniu pracy nad projektem „Depresjoniści”. Wówczas ten zespół to byłeś ty, Jacek Bończyk plus reszta. Teraz to się już chyba nieco zmieniło.

- Rzeczywiście. Nagrywając pierwszą płytę stanowiliśmy z Jackiem duet. Wszystko kręciło się wokół nas dwóch. Jednak od czasu pracy nad spektaklem "Terapia Jonasza", działamy jako zespół. Pierwotną nazwę Bończyk/Krzywański zostawiliśmy, ponieważ zafunkcjonowała już na rynku muzycznym. Nie było sensu jej zmieniać. I choć Bończyk/Krzywański to w 90 proc. moje kompozycje, to jednak współkreowane przez cały zespół.

- W 2005 roku ukazali się "Depresjoniści". Później pracowaliście przy spektaklach "Terapia Jonasza", "Obywatel" i "Kot w Butach" (granym jest nie tylko w Teatrze Horzycy, ale również w Teatrze Syrena – przyp. red.). Rozumiem, że kompozycje na „Ideologię snu” musiały powstawać między tym projektami?

- Wspomniany przez ciebie utwór "Jeniec", który otwiera nasz album wpadł mi do głowy rok po wydaniu „Depresjonistów". Cały album długo dojrzewał. Jacek założył sobie, że literacko chce być takim quasireporterem opisującym otaczającą nas rzeczywistość. To spora odmiana od debiutanckiej płyty, na której, jak sam się przyznaje, wylał cały swój testosteron.

- Na wkładce dołączonej do płyty można przeczytać, że powstanie jednego z utworów zainspirował spektakl, który można było obejrzeć na deskach Teatru Baj Pomorski. Co to dokładnie było?

- Inspiracją było „Miasto Aniołów”, a nieco szerzej tematyka związana z osobami apalicznymi. W toruńskiej fundacji "Światło" pieszczotliwe nazywa się ich śpiochami. Zainteresowałem Jacka tym tematem. Mieliśmy akurat dość ładna piosenkę, a ja chciałem, aby „złamać” tę ładność jakimś bardzo ważnym tematem. Jacek przeczytał scenariusz autorstwa Magdaleny Szwechowicz. Zrobił na nim tak ogromne wrażenie, że zaraz po jego lekturze w ciągu niespełna dwóch godzin napisał tekst do utworu „Śpię”. Powstała piosenka, która jest śpiewana z punktu widzenia jednego z takich właśnie śpiochów.

- Sen to zresztą motyw przewodni całego albumu. Pojawia się w kilku piosenkach, a także nawiązuje do niego sam tytuł płyty…

- Pewnie zapytasz czy to było zamierzone? Odpowiedz zna Jacek. Od 8 lat cierpi na depresję. Bierze leki, dzięki czemu może normalnie funkcjonować. Przez cały ten czas miał poważne w problem ze snem. Sen był dla niego czymś co go strasznie męczyło. U nas na płycie tematyka z nim związana został potraktowana bardzo różnie. Jest np. piosenka „Mamo, daj mi sen”, czyli taka ochota na ucieczkę od rzeczywistości. Utwory na tej płycie są bardzo zróżnicowane. Chyba najmniej reprezentatywnym utworem jest wieńczący ją „Instruolo” ale to celowy zabieg. Chcieliśmy aby zamknąć płytę taką właśnie puentą.

- I stąd pewnie pomysł, aby tu przed nim umieścić muzyczny przerywnik?

- Dokładnie. To pokazuje, że mamy całkowity dystans do tego, co stworzyliśmy wspólnie jako Bończyk/Krzywański nagrywając „Ideologię snu”.

- To chyba również coś co całkowicie różni najnowszą płytę od "Depresjonistów". Debiut nagrywaliście całkowicie na poważnie. Miał zresztą zupełnie inny charakter. Tutaj jest bardziej społecznie.

- Ten przerywnik-żart, o którym wspomniałeś jest muzycznie bardzo awangardowy. Pochodzi zresztą ze spektaklu „Obywatel”, który można było obejrzeć w Teatrze Horzycy. Umieszczenie go na płycie powoduje „zmiękczenie” emocjonalne tego materiału. Album podsumowuje ostatni tekst. Pragnienie Jacka, który śpiewa: "w idealnym świecie błądzisz jakiś czas/ marzysz by stąd uciec w górę pierwszy raz/ chociaż już w dzieciństwie dowiedziałeś się/ że ukradli księżyc, ale coś tam świeci gdzieś" też można nazwać ucieczką w marzenie senne.

- Uciec? Po co?

- Oglądamy telewizję, słuchamy radia, czytamy prasę. Wszędzie mówią nam co mamy robić, aby być szczęśliwym. Duchowni, nauczyciele w szkole, szef w pracy itp. W pewnym momencie zaczynamy mieć tego dosyć. W pewnym momencie każdy ma ochotę, aby stąd uciec. Być może właśnie w takie marzenie senne.

- Nagrywając takie płyty nie uciekniesz jednak od porównania od King Crimson, które pojawiły się już przy waszej pierwszej płycie.

- Poruszamy się po prostu w podobnej estetyce, która jest mi szczególnie bliska. To tylko jeden ze sposobów podejścia do sztuki. King Crimson to jedno. Oprócz tego mamy projekty Trey’a Gunna i Pata Mastelotto, KTU… Generalnie, to muzyka progresywna, do której można zaliczyć również Dawida Bowie czy Petera Gabriela. Oni wszyscy szukają w muzyce czegoś więcej niż samego show. Dla mnie czasy prostego hard rocka już dawno się skończyły. Kiedy np. Iron Maiden przyjedzie do Polski, to na pewno mnóstwo osób przyjedzie na ich koncert. Mnie tam jednak nie zobaczysz.

Nie dla mnie Iron Maiden, dwutygodnik kulturalny "Kwadrat" z 25 listopada 2010 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...