wtorek, 3 kwietnia 2012

Z archiwum: Adam Nowak - Odczuwam pokusę improwizacji

- Zespół Raz Dwa Trzy funkcjonuje w obrębie piosenki popularnej. Na „Skądokąd” proponujemy jednak coś zupełnie innego od tego, czym piosenka popularna jest na co dzień. I to jest pewien kłopot - opowiada Adam Nowak, lider zespołu Raz Dwa Trzy o płycie „Skądokąd”. 

Od kilkunastu lat mieszkasz w Toruniu. Prześledziłem teksty na premierowej płycie. Usilnie poszukiwałem toruńskich wątków, ale na żaden nie trafiłem. 

Gdy mieszkałem w Poznaniu, również nie używałem wątków topograficznych. Może przyjedzie jeszcze czas, aby opisać swoje dawne i obecne podwórko. Na prośbę jednego z wydawnictw napisałem kiedyś krótki tekst o pobycie w Toruniu. Udało mi się to zrobić prozą. Czy uda się piosenką? Dostojewski pisał, że jeżeli chcesz coś uczciwe opisać, to zacznij od opisania swojej wioski. Kusi niekiedy, aby to zrobić.

Grupa Raz Dwa Trzy

Jest za to bardziej refleksyjniej niż bywało do tej pory. Pojawia się tematyka poszukiwania, drogi… Jest także dyskretnie o Bogu. 

Bóg rzeczywiście jest obecny jako Stwórca, do którego zawsze można się odnieść. Który decyduje o wszystkim. Na płycie starałem się używać słów kluczy, umieszczając je w odpowiednich kontekstach. Żeby pobudzić nieco wyobraźnię odbiorcy i trochę zamieszać w stereotypach.

Co to znaczy?

Myślimy o ptaku czy kamieniu w sposób codzienny, poetycki czy biblijny, ale równie dobrze można do tego podejść zupełnie inaczej. Pokazując funkcje dodatkowe. Kamień to nie tylko przedmiot, którym się rzuca. Może znosić pewne upokorzenie z powodu jego użycia. Wystarczy poczytać Brodzkiego, Miłosza, Szymborską, aby zauważyć jak pogłębiają znaczenia słów. Prostotą, wrażliwością, wyczuciem, klasą… 

A więc to nie jest przypadek, że właśnie „Z uśmiechem dziecka kamień” otwiera album?

Ja nazywam tę piosenkę „miłe złego początki”. Adam i Ewa umieszczeni na tym najlepszym ze światów, czyli w raju, muszą dokonać najważniejszego wyboru. My jako ich potomkowie - również. A niektórych wyborów przecież żałujemy. (…)  Jako chrześcijanin wierzę, że człowiek szczęśliwy może być tylko wobec Boga.

Jaka w kontekście tego jest ta płyta?

(śmiech) Ma opinię trudniejszej. Podjąłem kilka radykalnych decyzji, które sprawiły, że używam właśnie takiego, a nie innego języka. Mówię nim o tematach, które w szczególny sposób mnie interesują.

Nie jest to zbyt radykalna zmiana dla osób, które znają was tylko z ostatnich płyt z piosenkami Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego?

Zespół Raz Dwa Trzy funkcjonuje w obrębie piosenki popularnej. Na „Skądokąd” proponujemy jednak coś zupełnie innego od tego, czym piosenka popularna jest na co dzień. I to jest pewien kłopot. To nie pierwszy raz, kiedy próbuję przesunąć poprzeczkę, aby dotrzeć głębiej do słuchacza. Wiem, że można się świetnie bawić dźwiękami i słowem. I robimy tak na naszych koncertach. Bez możliwości wypłynięcia na głębszą wodę, zabawa pozostaje tylko zabawą i robi się trochę pusto.

Bogatsze aranże, smyczki, jazzowe cody z zagrywkami w stylu Johna Scofielda. Zawsze ciągnęło was w stronę jazzu. Na „Skądokąd” jest tego jakby więcej.

Tak. To celowy zamysł. Podczas występów zawsze szliśmy w tym kierunku. Sporo improwizacji i poszukiwań w obrębie muzyki jazzowej. Na koncertach mamy łatwość w konstruowaniu momentów, które już nigdy się nie powtórzą. Chciałbym to samo robić ze słowem. Problem polega jednak na tym, że słowo niesie swoje znaczenie. Raz użyte powoduje, że słuchacz będzie się do niego odnosił. Nie ukrywam, że odczuwam ogromną pokusę improwizacji znaczeniem słowa. Tak, aby było niepowtarzalne. 

Wywiad ukazał się 1 marca 2010 roku. 


Raz Dwa Trzy, Zgodnie z planem (może świt błyśnie)

niedziela, 1 kwietnia 2012

DDT "The legends is still alive"

DDT, "The legends is still alive"

Z samej tylko analizy twarzy muzyków, którzy grają w grupie DDT można by napisać kilkanaście piosenek. Ci panowie mimo upływu lat nie napinają się na żadne ambitne granie. Nie łakną nagród, pochwał, czy poklasku. Od momentu kiedy 30 lat temu chwycili za gitary, do tej pory robią to, co ukochali sobie najbardziej. Grają muzykę punk. I to w najczystszej, standardowej postaci. A co najważniejsze - czerpią z tego bardzo wiele radości. 
Kilka tygodni temu toruński wydawca HRPP Records wypuścił na rynek singiel DDT, na który składają się cztery utwory. „Burza”, „Józek”, „Zasady wychowania” oraz „Wiara”. Pierwsze trzy to studyjny materiał zarejestrowany w sopockim studio. Czwarty przynosi toruński akcent. Został zarejestrowany na żywo podczas koncertu w pubie „Pamela”. Co ciekawe singiel ukazał się na winylu w dwóch kolorach – zielonym i czarnym. 
Dla panów z DDT muzycznie czas się zatrzymał na przełomie lat 70. i 80. Zwłaszcza , gdy wsłuchamy się uważniej w otwierającą krążek „Burzę”. Garażowe brzmienie instrumentów i wokal przykrywany przez fakturę dźwięków. Jak to brzmi? Jakby żywcem wyjęte z wczesnych nagrań klasycznych brytyjskich grup z tamtego okresu. Co by było gdyby DDT w latach 80. miało takie możliwości studyjne jak dzisiaj? Może lepiej o tym nie myśleć. 
Nie jest to może materiał na miarę koncertowego albumu Rejestracji, czy Moskwy (obie płyty również ukazały się nakładem tej samej wytwórni), ale słucha się tego ze szczególnym sentymentem. Dlaczego? Prawie każdy domorosły gitarzysta zaczynał przecież swoją przygodę z muzykę w licealnych czasach od układania na gryfie tego typu dźwięków. 
Na koniec ciekawostka. Zespól DDT wielokrotnie gościł w Toruniu. Również w latach 80. Jego członkowie często zaglądali do toruńskiej „Od Nowy” w czasach, gdy mieściła się jeszcze w Dworze Artusa. – Zawsze śmieszyło mnie to, że przez skórzane kurtki brano nas tam bardziej za żużlowców niż punkowców – wspominał w jednym z wywiadów Roman Jezierski, wokalista DDT.  – Ale z czasem to się zmieniło. 

DDT, "The legends is still alive", HRPP Records 2012. 
Ocena: 2/5 


wtorek, 27 marca 2012

"Camping Muzyczny" w Brodnicy - reaktywacja

Kiedy 30 lat temu debiutował „Rock na Pojezierzu” nikt nie spodziewał się, że z imprezy wyrośnie  jeden z najważniejszych festiwali muzycznych PRL-u. 

- Stan wojenny, cenzura... Niczego nie było w sklepach czy w restauracjach. Brakowało nam chleba i mleka, a czasami nawet wody. Pewnie dziś nie miałbym tyle odwagi, aby w takiej sytuacji zdecydować się na robienie festiwalu. Ale wtedy miało się 25 lat i patrzyło na świat w zupełnie inny sposób - wspomina  po latach Grzegorz Grabowski, który wspólnie z Jarosławem Radomskim postanowił w 1982 roku zafundować brodniczanom zastrzyk rocka na żywo. 

www.muzyczny-camping.pl
Skąd wziął się pomysł? Grabowski był kierownikiem studenckiego „Imperialu” w Toruniu. 13 grudnia 1981 roku, gdy klub zamknięto, znalazł zatrudnienie w Brodnickim Domu Kultury. Tam wpadł na pomysł letniej muzycznej imprezy. Pierwsza edycja „Rocka na Pojezierzu” odbyła się w 1982 roku w ciągu aż trzech dni. Zagrali Republika, Lombard, Stalowy Bagaż, TNT oraz kilka zespołów konkursowych. Co ciekawe koncert finałowy odbył się nie w Brodnicy, ale w Toruniu - na lodowisku „Tor-Tor”. 
- Niespodzianki zdarzały się na każdym kroku. Grupa punkowa WC z Miastka przesłała swoje teksty na papierze toaletowym. Trzeba je było szybko przepisać, aby pokazać do wglądu cenzurze - wspomina Grzegorz Grabowski. - Co jeszcze? Podczas pierwszej imprezy nie było żadnego ogrodzenia. Mieliśmy tylko zwykły prosty płotek z plastikowej siatki, przy którym za ochroniarzy robiło ZOMO. Jak tylko się ściemniło publiczność pokonała go bez przeszkód. 
W 1983 roku impreza zmieniła nazwę na tę, która zapewniła jej rozgłos w całej Polsce - „Camping Muzyczny”. Do Brodnicy zaczęły ściągać tłumy spragnione niezależnej muzyki, które ochoczo manifestowały swoją wolność nie tylko w zachowaniu, ale i w ubiorze.
- Dredy były na porządku dziennym. Zwłaszcze, że festiwal dzielił się na dzień bluesowy i dzień reggae - opowiada Sławek Wierzcholski, lider Nocnej Zmiany Bluesa, który był również konferansjerem podczas brodnickiego festiwalu. - Na Ślasku, nad morzem... Wszędzie wystarczyło tylko rzucić hasło „Brodnica” i już było wiadomo o co chodzi. Nazwa miasta stała się synonimem dobrego festiwalu. Tak jak Jarocin.
Przez kilkanaście lat w Brodnicy występowała cała czołówka polskich zespołów. Warto wspomnieć, że w komisji, która kwalifikowała wykonawców do konkursu zasiadali m.in. Grzegorz Ciechowski, Jan Borysewicz, czy Andrzej Mogielnicki. Dobra passa „Campingu Muzycznego” skończyła się w 1993 roku. Doszło wówczas do starcia policji z fanami muzyki, których z powodu braku biletu nie wpuszczono na koncert. W ruch poszły armatki wodne i gaz łzawiący. Obrażenia odniosło ponad 100 osób,    a straty wyceniono na 30 milionów złotych i obciążono nimi organizatora. Była to ostania edycja tej legendarnej imprezy. 
Już 7 lipca nad jeziorem Niskie Grodno w 30 lat od debiutu „Camping Muzyczny” rusza ponownie.  Dwie sceny, a wśród wykonawców m.in. Trebunie Tutki, Twinkle Brothers, Kobranocka, Nocna Zmiana Bluesa z Elżbietą Mielczarek. Jafia Namuel, a także Dżem, którego koncert od 1983 roku regularnie kończył każdą edycja „Campingu Muzycznego”. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...