czwartek, 9 października 2014

Joanna Czajkowska-Zoń: Nie mam czasu na sen

"W studiu nigdy nie uda się osiągnąć takiej energii, jaka wytwarza się na koncercie. Chyba, że nagranie uda się zrealizować na tzw. „setkę”. Muzycy na koncercie inspirują i dodają skrzydeł. O wiele lepiej jestem wtedy w stanie zaśpiewać niż na próbie" - rozmowa z JOANNĄ CZAJKOWSKĄ-ZOŃ, toruńską wokalistką, która w najbliższą niedzielę podczas występu na żywo w Hard Rock Pubie "Pamela" będzie rejestrowała materiał na swoją debiutancką płytę.

Joanna Czajkowska-Zoń podczas koncertu w Hard Rock Pubie "Pamela"

Nigdy nie chciałaś wynieść się z Torunia, aby rozwinąć swoje muzyczne skrzydła? Każdy gra u nas z każdym w różnych kombinacjach. W takim zamkniętym gronie można poruszać się bezpiecznie przez lata...

Oczywiście, że pojawiały się takie myśli. Kilka osób nawet mnie do tego namawiało. Ja jednak bardzo lubię ten nasz lokalny kocioł. Muzycy, z którymi miałam i mam okazję współpracować są świetnymi ludźmi. Nie mam powodu, żeby narzekać. 

"Muzycy, z którymi mam okazję współpracować". Czyli kto?

Takim muzykiem jest m.in. Igor Nowicki. To jedna z osób, które sprawiły, że uwierzyłam w siebie. Co to znaczy? Zawsze lubiłam śpiewać, ale nigdy nie byłam przekonana, że robię to na tyle dobrze, aby zająć się tym profesjonalnie. Jako 15-latka pojawiałam się na imprezach z cyklu „Talent Show”, które odbywały się wówczas w Baranim Łbie. Już wtedy widziałam błysk w jego oku. Kiedy nieco dorosłam powiedział mi otwarcie „Fajnie śpiewasz. Powinnaś coś z tym zrobić” (śmiech). To dało mi energię do działania.

Zaprosił Cię do współpracy?

Polecił mnie Jackowi Bryndalowi. I tak też zaczęła się moja praca z Atrakcyjnym Kazimierzem. Dla mnie to był krok milowy. Bardzo kibicuje mi również Bartek Staszkiewicz, który motywuje mnie do nagrania autorskiej płyty.

Lubisz skakać po różnych rodzajach muzyki. Wystarczy przejrzeć Twoje muzycznie dossier. Atrakcyjny Kazimierz, Whiff, Astrolabium czy Hashir, w którym śpiewasz chasydzkie pieśni. Do tej dochodzą jeszcze różne jazzowe kombinacje. Wciąż poszukujesz swojego miejsca? 

Każdy z takich projektów pociąga mnie tak mocno, że nie potrafię z żadnego zrezygnować. Do każdego wkładam dużo siebie. Bywam tak zapracowana, że brakuje mi często czasu na sen.  Przykładowo z koncertami Hashir jest tak, że schodząc ze sceny jestem całkowicie wypruta z emocji. Być może wszystko przez to religijne przesłanie, które niosą te teksty.

Zdecydowałaś się wreszcie nagrać płytę. Dlaczego do razu koncertową?

Albumy live zawsze miały dla mnie największą wartość. W studiu nigdy nie uda się osiągnąć takiej energii, jaka wytwarza się na koncercie. Chyba, że nagranie uda się zrealizować na tzw. „setkę”. Muzycy na koncercie inspirują i dodają skrzydeł. O wiele lepiej jestem wtedy w stanie zaśpiewać niż na próbie.

Co złoży się na repertuar, który znajdzie się na albumie?

Wybrałam utwory, które lubię wykonywać i w których dobrze się czuję. „Cheek to Cheek”, „Georgia On My Mind”, „Summertime”, „Before You Eccuse Me”... Pojawi się też przypuszczalnie coś z repertuaru Czesława Niemena.

Największy problem dobrych wokalistek polega na tym, że nie mając własnego repertuaru, muszą skupiać się na graniu standardów.

Cały czas dążę do tego, aby występować z własnym materiałem. Żartuję, że społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe, aby usłyszeć moje piosenki. Pomysłów jest wiele. Do głowy wciąż przychodzą mi nowe melodie. Największy problem mam z tekstami. Może dlatego, że z wykształcenia jestem polonistką i tak bardzo zwracam uwagę na każde słowo. Ostatnio sporo tekstów dostałam od Gosi Trzpil. Na Facebooku znalazła mnie też osoba, której spodobało się to jak śpiewam i podrzuciła mi swoje wiersze. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


poniedziałek, 6 października 2014

Hulajdusza "Hulajdusza"

Ukazał się kolejny długo wyczekiwany debiut. Swoje pierwszej płyty doczekała się toruńska Hulajdusza. Akustyczne trio tworzą obecnie dwie grająca na gitarze wokalistki oraz skrzypaczka. Już kiedyś miałem o nich napisać nieco szerzej. 

Okładka debiutanckiej płyty
Agnieszkę Filipiak znam osobiście od kilku, a może nawet kilkunastu lat. Od kiedy pamiętam zawsze kojarzyłem ją z gitarą i ze śpiewem. Czy to przez słynne imprezy w Silnie, przez Talent Show w Toruńskiej Piwnicy Artystycznej, czy też poprzez inne towarzyskie spotkania i sytuacje. Toruńska wokalistka zawsze funkcjonowała jednak jakby gdzieś z boku. Bez pchania się do pierwszego rzędu, bez rozpychania łokciami na lokalnej scenie. I tak też powstawał ten album. Spokojnie i na boku. Przez lata. 

Przez ten czas zespół mocno ewoluował. Powstawały nowe kompozycje. Dochodzili i odchodzili kolejni muzycy. Dla mnie zawsze najcenniejszy był jednak ten główny trzon. Wsparty śpiewem Agnieszki Filipiak i autorskim tekstem dialog jej akustycznej gitary ze skrzypcami Iwony Czepułkowskiej. To właśnie one obie nadają unikalny ton całej płycie, nawet wtedy gdy w „Aniele” pojawiają się klawisze jakby żywcem wyjęte z nagrań Yanna Tiersena, a w „Końcu” pojawia się zagrana na elektrycznej gitarze rockowa solówka. 

Debiutancki album Hulajduszy zawiera aż osiemnaście utworów. W sumie ponad godzina piosenek. Można wyraźnie wyczuć, które z nich powstawały, gdy liderka zespołu znajdowała się u szczytu życiowej euforii, a kiedy zmierzała nieco w dół. Własne teksty śpiewa też na albumie domykająca toruńskie trio grająca na gitarze Marta Lang („Tu i tam”, „Kiedy już”). Jest i wiersz Reinera Marii Rilkego. Powstał z tego zbioru bardzo dobrze zaśpiewany nastrojowy album. 

Nie ukrywam tego, że zawsze kibicowałem dziewczynom na drodze, którą wybrały. Cieszy mnie więc, że takie utwory jak „Trzcina”, przebojowa „Gwiazdka” i „Urodziny” z piękną frazą w refrenie „Szukają cię - ambulans życia i pani śmierć” doczekały się wreszcie wydania. Warto, aby usłyszano je również poza Toruniem. 

Hulajdusza, Hulajdusza, Victor 11 2014. 


piątek, 22 sierpnia 2014

Steve Nash & Turntable Orchestra

To będzie absolutne wydarzenie. Takiego muzycznego przedsięwzięcia jeszcze nikt nie realizował. I to nie tylko w Polsce, ale i na świecie.



Wszystko zaczęło się w grudniu ubiegłego roku. Toruński duet Steve Nash oraz Dj Funktion - czyli Kacper Nowak oraz Juliusz Pacek - po raz drugi z rzędu pokonał najlepszych Dj-ów na świecie sięgając w Krakowie po tytuł Mistrzów Świata IDA w kategorii „Show”. - Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że można by zrobić coś większego; że można by skonfrontować to, co robimy z kulturą wysoką. Pokazać, że Dj-e nie tylko grają na imprezach do tańca, ale potrafią też wykonać w pełni ambitny materiał i być partnerem dla orkiestry - opowiada Nowak. 

Krótko później zaczęły powstawać pierwsze zręby materiału. Kacper Nowak stworzył kompozycje muzyczne rozpisane aż na dziewięć gramofonów, fortepian, syntetyzatory oraz czterdziestoosobową orkiestrę. To jego w pełni autorski projekt, który powstał przy współpracy z Anną Weber, pomagającą mu z orkiestracją. - Każdemu z Dj-ów powierzyłem oddzielną partię. Prowadzą dialog z resztą instrumentów oraz z całą elektroniką - mówi. - Powstanie z tego godzinny materiał koncertowy, który zaprezentujemy publicznie w grudniu.

Nowak jest zawodowym muzykiem. Ukończył Akademię Muzyczną w Łodzi. Wielokrotnie miał okazję występować wspólnie z orkiestrą z klasycznym repertuarem. Ale jeszcze nigdy jako Dj. - Przekonałem dyrektora toruńskich symfoników, że to niezwykle intrygujący pomysł. I wystartowaliśmy  - opowiada. Pierwsze pięć prób w Dworze Artusa już za nimi. Skromną próbkę tego nad czym pracują można już znaleźć na YouTube lub na stronie projektu na Facebooku. Wkrótce w sieci takich materiałów promocyjnych ma być więcej.




Całość przedsięwzięcia skupia w sobie brzmienia charakterystyczne dla muzyki poważnej, opracowywane jednak za pomocą nowych narzędzi i technik produkcji muzycznej. Jak na informację o tym nietypowym projekcie zareagowali członkowie TOS? - To uniwersalni muzycy, którzy są w stanie zagrać wszystko - twierdzi ich dyrektor Paweł Dudzik. 

Warto podkreślić, że do tej pory na świecie nie zrealizowano projektu, w którym z orkiestrą zagrałoby aż dziewięciu Dj-ów. Powstał tylko jeden koncert na gramofon i orkiestrę symfoniczną wykonywany przez Dj Switcha z Wielkiej Brytanii w 2011 roku. Była to kompozycja napisana przez Gabriela Prokofjewa, bratanka słynnego Siergieja Prokofjewa. Pojawiło się również kilka zespołów wykonujących muzykę na gramofonach, ale jeszcze nigdy nikt nie odważył się w takim dużym składzie zagrać wspólnie z orkiestrą. I to na żywo.

***
- W skład projektu pod nazwą Steve Nash & Turntable Orchestra poza liderem i 40 toruńskimi symfonikami wchodzi 9 najlepszych polskich Dj-ów: Dj Ben, Dj Chmielix, Dj Falcon1, Dj Funktion, Dj Haem, Dj Krótki, Dj Pac1, Dj Stosunkowodobry, Dj VaZee. 

- Turntablistę w odróżnieniu od zwykłego Dj, który miksuje muzykę w klubie, wyróżnia to, że wykorzystuje gramofon jak instrument muzyczny.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...