czwartek, 7 maja 2015

"Dzień Białej Flagi 2015" na płycie

Fani Republiki mają kolejny powód do radości. Takie muzyczne kompilacje nie zdarzają się często. Tym bardziej wypada docenić unikalny charakter tego wydawnictwa.
"Dzień Białej Flagi 2015"

Album „Dzień Białej Flagi 2015” premierę miał w kwietniu tego roku podczas ogólnopolskiego spotkania fanów Republiki w klubie „Od Nowa”. Oryginalność tej płyty polega nie tylko na tym, że prezentuje kilka kompozycji Grzegorza Ciechowskiego w interpretacjach innych wykonawców, ale także na tym, że przeplatana są one autorskimi utworami zespołów, które miały okazję zagrać na imprezie, a w swojej twórczości (w mniejszym lub większym stopniu) inspirują się Republiką. 

Toruń ma na tym albumie dwa silne, choć niemal skrajnie różne akcenty - „Kombinat” Kobranocki  i „Arktykę” Half Light. Co poza tym? Jest „Nie pytaj o Polskę” Latających Talerzy i  „Moja krew” wykonana przez 126p. Jest bliskie Joy Division rozpędzone „So much to win” The Shipyard, instrumentalne „Naked Mind Theme” zespołu Naked Mind, „Mechaniczny świat” Zielonych Ludków, a także pewien niezwykle zgrabny muzyczno-poetycki rarytas. Choszczeńska formacja Inni w „Mszy niedzielnej” ożywiła bowiem słowa jednego z napisanych w 1977 roku wierszy Ciechowskiego.

Płyta nie trafiła do sklepów. Wyprodukowana ją w limitowanej liczbie egzemplarzy i jest rozpowszechniana wyłącznie przez fan club Republika Marzeń. Całkowity dochód jaki zostanie z niej uzyskany wesprze organizacje kolejnej edycji Dnia Białej Flagi. Osoby zainteresowane nabyciem tego albumu mogą pisać na adres: plytadbf2015@gmail.com

"Dzień Białej Flagi 2015", Polska Wytwórnia Muzyczna RKDF 2015.


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"Ziggy Dust" reż. Ryszard Kruk

Plakat 'Ziggy Dust"
Ryszard Kruk wyciągnął wnioski ze swojego poprzedniego filmu „Homo Musicus”, w którym z dość mizernym skutkiem postanowił skupić się na fenomenie muzyki. W „Ziggy Dust” ponownie wziął na warsztat muzyczny temat, który jednak potraktował jako pretekst do pokazania widzom niezwykle osobistej historii ostatniego romantyka punk rocka, jakim bez wątpienia jest Zbigniew Cołbecki, lider legendarnej formacji Bikini. W tym przypadku toruński reżyser wyszedł z tego zadania obronną ręką. Dokument warto obejrzeć.

Cołbecki ze swoim zespołem dwukrotnie zagrał na festiwalu w Jarocinie. Skarbnicę toruńskiego rocka wzbogacił o takie przeboje jak chociażby „Nocne ulice”, „W kawiarni” czy „Lecą pieniądze” z charakterystyczną dla siebie punkrockową poetyką. Zespół Bikini narodził się jesienią 1981 roku i nigdy nie wydał pełnej studyjnej płyty. Na przestrzeni lat kilkakrotnie zawieszał oraz wznawiał swoją działalność. Ostatnio znów odrodził się, ale tym razem w akustycznej odsłonie, co zresztą zostało uwzględniono w filmie.

O liderze Bikini opowiadają przez kamerą Anna Kamińska, która śpiewała kiedyś w zespole w chórkach, jej mąż – Kazik Staszewski, a także m.in. Waldemar Rudziecki, Tomasz Siatka. Wojciech Gałek i Robert Brylewski. Główną osią filmu jest jednak opowieść samego Cołbeckiego o poszczególnych etapach swojego życia, w których bywał zegarmistrzem, muzykiem, DJ-em, pracownikiem cyrku, maratończykiem, a także tańczącym na ulicach Londynu sprzątaczem ulic, co zapewniło mu pięć minut sławy w brytyjskich mediach.

Prezentując ten londyński etap w życiu Cołbeckiego, Kruk nieznacznie zbliża się do granicy, przy której niektóre fragmenty materiału mogą być już odebrane jako lekka drwina z głównego bohatera. Reżyserowi udaje się jednak szybko od tego uciec. W sumie „Ziggy Dust” to daleki od laurki, szczery film o muzyku, który zawsze podążał swoją buntowniczą drogą i jak każdy z nas posiada życiorys, który nie jest pozbawiony skazy. Brawa należą się szczególnie za montaż nadający tej opowieści odpowiedniej dynamiki.

* "Ziggy Dust", reż. Ryszard Kruk, 2015. Premiera filmu odbyła się ramach III edycji Festiwalu Sztuki Faktu w Toruniu.


niedziela, 19 kwietnia 2015

The Blues Nightshift "Back to the roots"

- Po sukcesie w Memphis, kiedy doszliśmy do półfinału światowego festiwalu bluesa, otworzyły się nowe możliwości. Mamy propozycje koncertowe z różnych części świata. Potrzebowaliśmy materiału, który pokazywałby to, co zespół potrafi obecnie na scenie.  - rozmowa ze SŁAWKIEM WIERZCHOLSKIM, wirtuozem harmonijki ustnej oraz liderem Nocnej Zmiany Bluesa o albumie koncertowym "Back to the Roots". 

The Blues Nightshift "Back to the Roots"
Wasza najnowsza płyta przypomniała mi czasy, gdy bywałem na swoich pierwszych koncertach Nocnej Zmiany Bluesa. 

To dobrze! Taki zresztą był zamysł tej płyty. Nasz pierwszy koncertowy album ukazał się prawie 30 lat temu. Na „Nocnym koncercie” śpiewałem wyłącznie w języku angielskim. Od tamtego czasu sporo się nauczyłem. Lepiej gram i śpiewam. Zresztą na tym pierwszym koncertowym albumie też znalazł się utwór-symbol „Good Morning Blues”, do którego mam szczególną słabość. 

Skąd ten nagły powrót do korzeni? 

Moja poprzednia płyta „Matematyka serc”, którą uważam za najdojrzalszą w swoim dorobku, była próbą bardziej twórczego podejścia do bluesa z wykorzystaniem szerokiego instrumentarium. Zawsze lubiłem eksperymentować z bluesem. Nagrywałem albumy z jazzmanem Wojtkiem Karolakiem, z muzykami folkowymi, z zespołem wokalnym Affabre Concinui… Zawsze mnie ciągnęło do mieszania stylistyk. 

A teraz? 

Co bym nie zrobił, to i tak będę muzykiem bluesowym. Może chyba powiedzieć, że zatęskniłem za tymi korzeniami. John Mayall też w swoim życiu sporo eksperymentował, aby potem nagrać własne  „Back to the Roots”. Takich płyt było zresztą w historii muzyki sporo. Wydaje mi się, że po tych ponad 30 latach grania taki powrót wydaje się być czymś naturalnym. 

Niektóre z tych koncertowych wersji znamy z Twoich poprzednich płyt, gdzie były śpiewane po polsku. "Four O 'Clock in the Morning” to “Czwarta zero dwie”, a "If Trouble Was Money” to nagrane z Dżemem „Ani słowa o kłopotach".

Skoro sięgamy do korzeni bluesa, to postawiliśmy również na język angielski. Przez wiele lata śpiewałem po polsku, ponieważ wydawało mi się, że śpiewać powinno się w języku ojczystym. Na albumie gramy jednak wiele kompozycji w rytmie shuffle, co nie wypada dobrze po polsku. Kilka piosenek zdecydowałem się przetłumaczyć.  

Nazwę Nocnej Zmiany Bluesa zastąpił na okładce jej angielski odpowiednik – The Blues Nightshift, do tego poza bonusem w postaci „Chorego ba bluesa”, wszystkie numery zaśpiewane są po angielsku. To celowy zabieg, aby zaistnieć z tym wydawnictwem na Zachodzie?

W pewnym sensie to rzeczywiście taktyczne działanie. Po sukcesie w Memphis, kiedy doszliśmy do półfinału światowego festiwalu bluesa, otworzyły się nowe możliwości. Mamy propozycje koncertowe z różnych części świata. Potrzebowaliśmy materiału, który pokazywałby to, co zespół potrafi obecnie na scenie. 

Wybór Olsztyna na miejsce nagrywani płyty miał jakieś znaczenie?

W Olsztynie grałem wiele razy i mam tam świetne układy (śmiech). W moim domu na ścianie wisi nawet taki ozdobny obraz-dyplom, na którym jest napisane „Sławek Wierzcholski – ikona festiwalu Olsztyńskie Noce Bluesowe”. Wiedziałem, że skoro zorganizujemy tam koncert pod kątem nagrania i wydania go na płycie, to na pewno będzie odpowiednia atmosfera. Z nagrań celowo usunęliśmy zapowiedź oraz liczne komentarze między utworami, które słuchane po kilkanaście razy mogą być nudne. Nie ma tutaj żadnych dogrywek. Utwory, które wydawało nam się, że wypadły słabiej, wyrzuciliśmy.

The Blues Nightshift "Back to the Roots", MTJ 2015. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...